Shi zadowolona jak nie wiadomo co pobiegła z powrotem do chłopców. Po pewnym czasie po prostu się tam teleportowała. Chłopcy siedzieli w restauracji w niewielkim miasteczku. Podeszłą do nich i usiadła obok Yoh bo albo koło niego, albo koło Choco.
-Cześć-uśmiechnął się młody Asakura.
-Dzień dobry.-przywitała się grzecznie i zamówiła colę, oraz ku zdziwieniu chłopców zamówiła do tego frytki i cheeseburgery. Yoh przybił z nią piątkę kiedy powiedział że cheeseburgery są najlepsze. Po zjedzonym posiłki Shi zarządziła ze nie ma sensu iść i za 15 minut rozbijać obóz jak można przenocować w motelu. Wynajęła pokoje i zamknęła się w jednym kończąc robić swój eliksir. Nie wiedziała jednak że Hao postanowił się pofatygować wraz z Aquą i Luchistem( w Zakładce drużyna Hao są zdjęcia) żeby ją lepiej poznać. Dobrze wiedział kim jest, poznałby ją wszędzie. Wylądował spokojnie niedaleko przed miastem i teraz podążał na spotkanie z nią.
Shi ostrożnie dodała ostatni składnik. W kotle zawrzało i... BUM! Cały pokój był w dymie, kiedy jednak opadł koło kociołka leżał ciało... Identyczna jak wygląd Hinaty. Dziewczyna drżała z ekscytacji, drżącym ze zdenerwowania głosem zaczęła wypowiadać zaklęcie.
Hao doszedł do motelo, zamknął oczy i skupił się. Po chwili uśmiechnął się i otworzył drzwi, bez słowa poszedł na górę.
-Przepraszam proszę pana, ale tutaj mają wstęp tylko goście...-zakomunikowała recepcjonistka. Hao spojrzał na nią. Po chwili kobieta leżała nieprzytomna, a nad nią stała niebieskowłosa Aqua. Dziewczyna skłoniła się do swojego mistrza.
-Mistrzu Hao czemu ta dziewczyna jest tak ważne?-zapytał Luchist. Zazwyczaj nie pyta o takie rzeczy, tylko ślepo wypełnia rozkazy starszego Asakury, ale na prawdę nie rozumiał tego.
-Ta dziewczyna to w połowie duch mojej... znajomej..-powiedział po chwili wahanie, przecież nikt nie musi wiedzieć że się w niej podkochuje- I przy okazji jedynej osoby zdolnej mnie pokonać...-westchnął. Poszedł przed drzwi pokoju dziewczyny. Patrzył na nie niepewny co ma zrobić, ale postanowił załatwić inną sprawę zanim tam wejdzie.
-Długo macie zamiar się ukrywać?-zapytał patrząc na jeden z zakrętów. Wyszli zza niego Yoh i Ren.
-Czego tu szukasz!?-warknął Ren.
-Cześć-przywitał się przyjaźnie Yoh, tak ze wszyscy poza Hao zaliczyli glebę.
-NIE CZAS NA TAKIE RZECZY!-wydarł się Ren.
-Właściwie przyszedłem tu do tej dziewczyny.-powiedział uśmiechnięty długowłosy wskazując na drzwi pokoju Shi.
-Co on chce od Mellody?-zapytał Choco. On, Ryo i Horo właśnie przybiegli.
-Od niej nic, ale chcę czegoś od ducha który mieszka z nią razem w jednym ciele, wiesz o czym mówię prawda Yoh?-młody Asakura zmieszał się, prawda ze on czół coś dziwnego jak by w ciele dziewczyny gościły dwie energie życiowe.- No nie ważne...- Hao zniszczył drzwi i wszedł. Zastał tam dwie osoby. Dziewczynę która była identyczna jak Hinata i tą którą spotkali wcześniej. Chciał podejść, ale przeszkodził mu ostry cios z lewej strony, tak mocny że przeleciał przez kilka ścian i wyleciał na pustynie spowitą nocą.
-Nie waż się jej dotykać!-usłyszał krzyk Rena. Całą paczka przyjaciół Yoh, z nim włącznie, wybiegła na przeciw niego.
-Czego od niej chcesz?-zapytał jak zwykle spokojny właściciel mandarynkowych słuchawek.
-To proste...-powiedział Hao masując lewe ramię.- Chcę żeby się do mnie przyłączyła.
Ciało Hinaty leżało bezwładnie. Cisza w pokoju była nie do zniesienia. Przerwało ja uderzenie serca... i kolejne... i znowu... I tak ciągle. Drgnienie palców o długich paznokciach. Lekkie zaciśnięcie powieki pięknego czerwonego oka. Ukazało się ono ciemności, najpierw, powoli i mało,a potem gwałtowne mruganie jak by się wybudziła z długiego snu. Powoli i chwiejnie usiadał. Spojrzała na swoje dłonie i uśmiechnęła się delikatnie ukazując idealne zęby o lekko wydłużonych kłach.
Chłopcy walczyli, ale byli już na ostatku sił. Hao już się zniecierpliwił, tym że ciągle wstają. Chciał w końcu znowu ją zobaczyć, usłyszeć jej bezczelną wypowiedź, a tu musi się z nimi użerać.
-Luchist, Aqua zajmijcie się nimi...-powiedział i ruszył w stronę budynku. Zrobili jak kazał, a raczej zamierzali. Niebieskowłosa już chciała się na nich rzucić, ale powstrzymał ją lis stroszony z niebieskiego płomienia. Trzymał dziewczynę w paszczy lekko paląc jej ubranie w tali, lecz jej jednak nie robił krzywdy, nawet nie parzył. Luchist patrzył zaciekawiony, ale nie miał wiele czasu na zastanowienie bo od szyi w duł objął go kamienny grobowiec. Hao patrzył na to zaciekawiony, ale w końcu uśmiechnął się.
-Więc... Już się obudziłaś... Hinato Tumiko...
wtorek, 21 lipca 2015
poniedziałek, 20 lipca 2015
7.Walka, czy flirt?
Ku zdziwieniu chłopców Shi opuściła ich na dłuższy czas po wydarzeniu w busie. Nikt nie wiedział co robi ani gdzie się znajduję, nie przejmowali się tym jednak i szli dalej. Przechodzili przez miasteczka, miasta, osady, ale przede wszystkim przez pustynię.
Czerwonowłosa szła przez pustynie. Była daleko przed chłopcami, potrzebowała ciszy i spokoju. Koszmary nocne wracały i męczyły ją jak nigdy wcześniej. Doszła do niewielkiej wioski pełnej szamanów. Postanowiła się rozejrzeć. Skręciła w jedna z uliczek i nagle... Skamieniałą. Patrzyła prosto w oczy Hao. Nie mogła nic powiedzieć, a oczy miała niczym spodki od filiżanek. Hao zrobił zaciekawiona minę.
-Mistrzu Hao co z tą dziewczyną?-zapytała zaciekawiona Opacho. Wtedy Shi się otrząsnęła. Jakby się obudziła ze snu. Koszmaru, a za razem pięknego spełnienia marzeń. Wściekłość, ból, radość, szczęście, smutek, miłość sprawiały ze nie wiedziała czy ma się mu rzucić na szyję, czy przywalić z pieści, w końcu odsunęła się tylko i poszła w swoją stronę. Wpadła na Kannę.
-Przepraszam-burknęła i chciała iść dalej.
-Patrz jak leziesz bachorze!-warknęła niebieskowłosa.
-Słucham?-Shi nawet się ucieszyła, musiała się na kimś wyładować, a ona się akurat nawinęła.- Jak śmiesz tak do mnie mówić psie demona?-zapytała wściekłą.
-Osz ty gówniaro!-turkusowo oka bez namysłu zaatakowała ją. Nim się jednak spostrzegła Shi siedziała na dachu budynku znajdującego się obok.
-Żałosne...-zaśmiała się dziewczyna.
-Coś ty powiedziała!?-wydarła się wściekłą Matti.
-Powiedziałam, głucha podróbko wiedźmy, że jesteście żałosne, a jeśli i tego nie rozumiesz to znaczy ze jesteś głupsza od małpy.
-Dość tego!!! Cukierek albo figielek!!!-Kuba rozpruwacz zaatakował Shi, ta westchnęła, bo właściwie wszystkie ją zaatakowały. Jednak zamiast strachu na jej ustach widział uśmiech pogardy.
-Lisi ogień.-powiedziała cicho. Każdy duch stanął w pięknych niebieskich płomieniach. Hao wydawał się być zaskoczony. Płomienie po tym jak zajęły się stróżami dziewczyn, popełzły w ich stronę i utworzyły na ich szyjach łańcuchy. Każda z gothek była w szoku. Płomienie ocieplały je, ale nie parzyły, były delikatne niczym kwiat, kolorem przypominały czyste może, bił od nich spokój, ale i smutek. Hao patrzył niepewnie w stronę dziewczyny i nim się spostrzegł na policzku miał ranę. Niezauważalnie mała fiolka zabrała krew chłopaka i zniknęła w torbie Mellody. Uśmiechnęła się kpiąco.
-Jeśli ty zostaniesz królem szamanów... to ja zostanę kapłanką...-drwiący śmiech rozległ się po uliczce.
-Jak ty śmiesz!?-wydarł się Luchist. Wycelował w dziewczynę pistoletem, ale starszy Asakura go powstrzymał. Uśmiechnęła się. Intrygowała go ta dziewczyna. Odważna, potężna, silna i bezczelna. Tak przypominała mu ją. Tą osobę która prawie go zabiła, swoja szwagierkę... a po śmierci żony nową miłość. Przypominała mu Hinatę Tumiko.
-Luchist daj spokój... Przecież nie będziemy atakować damy...-uśmiechnął się.- Mogłabyś z łaski swojej zdjąć te obrożę i się przedstawić?
-Nazywam się Mellody Shishi Asanaki Kamatachi...-ogień zniknął. Czerwonowłosa zeskoczyła z gracją i wylądowała idealnie. Odwróciła się na pięcie, trącając Hao końcówką włosów pachnących morelami. Odeszła powoli.
-Nie poczekasz na moje imię?-zapytał zanim odeszła. Wiedział jaka będzie odpowiedź, ale chciał znowu usłyszeń jej ton głosu.
-Znam je... Asakura Hao...-uśmiechnęła się i odeszła.
-Bezczelna!-warknęła Kanna.
-I co to za ciuchy!?.-dodała Matti
-Głupi bachor! -warknął Luchist.
-Wredna małpa...-dodała Mari tuląc laleczkę.
-Tak... Macie rację, jest idealna...-skwitował Hao.
Czerwonowłosa szła przez pustynie. Była daleko przed chłopcami, potrzebowała ciszy i spokoju. Koszmary nocne wracały i męczyły ją jak nigdy wcześniej. Doszła do niewielkiej wioski pełnej szamanów. Postanowiła się rozejrzeć. Skręciła w jedna z uliczek i nagle... Skamieniałą. Patrzyła prosto w oczy Hao. Nie mogła nic powiedzieć, a oczy miała niczym spodki od filiżanek. Hao zrobił zaciekawiona minę.
-Mistrzu Hao co z tą dziewczyną?-zapytała zaciekawiona Opacho. Wtedy Shi się otrząsnęła. Jakby się obudziła ze snu. Koszmaru, a za razem pięknego spełnienia marzeń. Wściekłość, ból, radość, szczęście, smutek, miłość sprawiały ze nie wiedziała czy ma się mu rzucić na szyję, czy przywalić z pieści, w końcu odsunęła się tylko i poszła w swoją stronę. Wpadła na Kannę.
-Przepraszam-burknęła i chciała iść dalej.
-Patrz jak leziesz bachorze!-warknęła niebieskowłosa.
-Słucham?-Shi nawet się ucieszyła, musiała się na kimś wyładować, a ona się akurat nawinęła.- Jak śmiesz tak do mnie mówić psie demona?-zapytała wściekłą.
-Osz ty gówniaro!-turkusowo oka bez namysłu zaatakowała ją. Nim się jednak spostrzegła Shi siedziała na dachu budynku znajdującego się obok.
-Żałosne...-zaśmiała się dziewczyna.
-Coś ty powiedziała!?-wydarła się wściekłą Matti.
-Powiedziałam, głucha podróbko wiedźmy, że jesteście żałosne, a jeśli i tego nie rozumiesz to znaczy ze jesteś głupsza od małpy.
-Dość tego!!! Cukierek albo figielek!!!-Kuba rozpruwacz zaatakował Shi, ta westchnęła, bo właściwie wszystkie ją zaatakowały. Jednak zamiast strachu na jej ustach widział uśmiech pogardy.
-Lisi ogień.-powiedziała cicho. Każdy duch stanął w pięknych niebieskich płomieniach. Hao wydawał się być zaskoczony. Płomienie po tym jak zajęły się stróżami dziewczyn, popełzły w ich stronę i utworzyły na ich szyjach łańcuchy. Każda z gothek była w szoku. Płomienie ocieplały je, ale nie parzyły, były delikatne niczym kwiat, kolorem przypominały czyste może, bił od nich spokój, ale i smutek. Hao patrzył niepewnie w stronę dziewczyny i nim się spostrzegł na policzku miał ranę. Niezauważalnie mała fiolka zabrała krew chłopaka i zniknęła w torbie Mellody. Uśmiechnęła się kpiąco.
-Jeśli ty zostaniesz królem szamanów... to ja zostanę kapłanką...-drwiący śmiech rozległ się po uliczce.
-Jak ty śmiesz!?-wydarł się Luchist. Wycelował w dziewczynę pistoletem, ale starszy Asakura go powstrzymał. Uśmiechnęła się. Intrygowała go ta dziewczyna. Odważna, potężna, silna i bezczelna. Tak przypominała mu ją. Tą osobę która prawie go zabiła, swoja szwagierkę... a po śmierci żony nową miłość. Przypominała mu Hinatę Tumiko.
-Luchist daj spokój... Przecież nie będziemy atakować damy...-uśmiechnął się.- Mogłabyś z łaski swojej zdjąć te obrożę i się przedstawić?
-Nazywam się Mellody Shishi Asanaki Kamatachi...-ogień zniknął. Czerwonowłosa zeskoczyła z gracją i wylądowała idealnie. Odwróciła się na pięcie, trącając Hao końcówką włosów pachnących morelami. Odeszła powoli.
-Nie poczekasz na moje imię?-zapytał zanim odeszła. Wiedział jaka będzie odpowiedź, ale chciał znowu usłyszeń jej ton głosu.
-Znam je... Asakura Hao...-uśmiechnęła się i odeszła.
-Bezczelna!-warknęła Kanna.
-I co to za ciuchy!?.-dodała Matti
-Głupi bachor! -warknął Luchist.
-Wredna małpa...-dodała Mari tuląc laleczkę.
-Tak... Macie rację, jest idealna...-skwitował Hao.
6.- Nienawidzę poniedziałków....
Shi skończyła płakać po dwóch godzinach. Wstała i poszła szukać chłopaków. Zawsze tak miała, ignorowała ból i szła na przód. Nie dawała po sobie poznać, była otuchą nawet dla siostry. Znienawidzonej przez zazdrość o to ze Hao kochał właśnie ją, ale pomimo to uśmiechała się do niej.
W końcu ich znalazła, Choco właśnie opowiedział jakiś słaby kawał tak ze ręce i wszystkie pozostałe części ciała opadają... Chłopcy zaczęli go ganiać, a ona nie wiedziała czemu uśmiechnęła się, przypominały jej się stare lata. Ogarnęła ich i powiedziała ze jak znowu jakiś gumiś do nich dołączył to niech się na coś przyda i powie gdzie tu są mapy. Choco przekonany bolesnymi wspomnieniami pokazał jej. Horo uświadomił jej o braku zapasów, a Yoh ubłagał o cheeseburgery.
Po załatwieniu wszystkiego ruszyli do następnego miasta. Busik był niewielki i prawie pusty nie licząc parki zakochanych. Dziewczyna miała blond włosy i niebieski oczy. Chłopak miał czarne włosy które przysłaniały mu prawe oko, po lewym było widać że są one szare. Przykuli oni uwagę Shi, wydawało jej się że ich zna, ale nie wiedziała skąd. Jednak nie było jej dane pomyśleć bo Afroamerykanin opowiedział swój kawał i na tylnym siedzeniu wybuchła wojna. Dziewczyna miała to szczęście że siedziała na siedzeniu przed nimi, więc słyszała tylko hałas. Yoh gdyż nei chciał się wtrącać usiadł koło niej. Spojrzał na książkę którą czytała. Nie zrozumiał jednak tytułu gdyż był on po angielsku. Zaryzykował rozmową.
-Co czytasz?-zapytał młody Asakura. Mellody wyjrzała zza lektury. Yoh uśmiechał się rozbrajająco, tak jak zwykle. Nie wiedziała czemu ale widziała w nim Hao, znaczy oczywiście że był jego bratem, ale miał bardzo podobny uśmiech.
-Książkę... Bestseler...- zobaczyła że Yoh ma zdziwione spojrzenie.- Ja też czytam zwykłe książki...-poinformowała go. Chłopak zaśmiał się. Teraz to Mellody była zaskoczona.- No co?
-Nic, po prostu nie wyglądasz na kogoś kto czyta bestselery.-zaśmiał się. Zmarszczyła brwi i uderzyła go lekko książką.- Ał! To bolało-powiedział udając mocno pokrzywdzonego. Dziewczyna lekko się zaśmiała.- Ciekawa chociaż?
-Dla mnie tak. Jest o walce, ale wplatają wątki romantyczne...-powiedziała przy tym drugim niezbyt zadowolona.
-Po angielsku?-zapytała zaciekawiony.
-Tak. Chcesz poczytać?-zapytała.
-Nie umiem angielskiego... Znaczy nie umiem na tyle dobrze...-tłumaczył się. Dziewczyna wzruszyła ramionami i wróciła do czytania.
Busik zatrzymał się, jak nakazywało prawo takie środki lokomocyjne co 3 godziny muszą mieć przerwę. Ren wstał bo cierpiał na brak laktozy. Zapytał co kto chce, wszyscy złożyli zamówienie i wyszedł naburmuszony. Czerwonowłosa wiedziona złym przeczuciem odłożyła książkę i wyjęła różdżkę. Patrzyła na parkę która również była coś kupić, właśnie wrócili trzymając w rękach...
-Padnij!-krzyknęła Shi i schyliła się. Nikt nie rozumiał o co chodzi, ale kiedy Ryo i Choco zostali trafieni zaklęciem drętwota wszyscy zanurkowali pod siedzenia.
- Petryfikus!
-Drentwota!-krzyczeli napastnicy. Shi uspokoiła się i złapała pewniej różdżkę.
-Expeliarmus!-krzyknęła czerwonooka celując spod fotela w szarookiego. Różdżka wyleciała mu z rąk, wiec schował się za blondynką, ale...
-Nie radzę...-Ren stał w siatką w jednej ręce, a w drugiej trzymał broń wcelowaną w parkę.
-Kij ci w oko!-warknął chłopak. Shi wyszła za siedzenia i przyjrzała się dokładniej. Chłopak był ze Slytherynu, a dziewczyna z Ravenclou. Shi oddała chłopakowi różdżkę.
-Czego chcecie?-warknęła. Para wyglądała na zdziwioną.
-Bardzo przepraszamy!-krzyknęła dziewczyna.- Pomyliliśmy się! Na prawdę przepraszamy!- sprawa szybko się wyjaśniła, czarodzieje odeszli, a Ren dał co miał dać. Czerwonowłosa otworzyła swój energetyk i napiła się.
-Nienawidzę poniedziałków-westchnęła ciężko.
A Tu ci czarodzieje^^
W końcu ich znalazła, Choco właśnie opowiedział jakiś słaby kawał tak ze ręce i wszystkie pozostałe części ciała opadają... Chłopcy zaczęli go ganiać, a ona nie wiedziała czemu uśmiechnęła się, przypominały jej się stare lata. Ogarnęła ich i powiedziała ze jak znowu jakiś gumiś do nich dołączył to niech się na coś przyda i powie gdzie tu są mapy. Choco przekonany bolesnymi wspomnieniami pokazał jej. Horo uświadomił jej o braku zapasów, a Yoh ubłagał o cheeseburgery.
Po załatwieniu wszystkiego ruszyli do następnego miasta. Busik był niewielki i prawie pusty nie licząc parki zakochanych. Dziewczyna miała blond włosy i niebieski oczy. Chłopak miał czarne włosy które przysłaniały mu prawe oko, po lewym było widać że są one szare. Przykuli oni uwagę Shi, wydawało jej się że ich zna, ale nie wiedziała skąd. Jednak nie było jej dane pomyśleć bo Afroamerykanin opowiedział swój kawał i na tylnym siedzeniu wybuchła wojna. Dziewczyna miała to szczęście że siedziała na siedzeniu przed nimi, więc słyszała tylko hałas. Yoh gdyż nei chciał się wtrącać usiadł koło niej. Spojrzał na książkę którą czytała. Nie zrozumiał jednak tytułu gdyż był on po angielsku. Zaryzykował rozmową.
-Co czytasz?-zapytał młody Asakura. Mellody wyjrzała zza lektury. Yoh uśmiechał się rozbrajająco, tak jak zwykle. Nie wiedziała czemu ale widziała w nim Hao, znaczy oczywiście że był jego bratem, ale miał bardzo podobny uśmiech.
-Książkę... Bestseler...- zobaczyła że Yoh ma zdziwione spojrzenie.- Ja też czytam zwykłe książki...-poinformowała go. Chłopak zaśmiał się. Teraz to Mellody była zaskoczona.- No co?
-Nic, po prostu nie wyglądasz na kogoś kto czyta bestselery.-zaśmiał się. Zmarszczyła brwi i uderzyła go lekko książką.- Ał! To bolało-powiedział udając mocno pokrzywdzonego. Dziewczyna lekko się zaśmiała.- Ciekawa chociaż?
-Dla mnie tak. Jest o walce, ale wplatają wątki romantyczne...-powiedziała przy tym drugim niezbyt zadowolona.
-Po angielsku?-zapytała zaciekawiony.
-Tak. Chcesz poczytać?-zapytała.
-Nie umiem angielskiego... Znaczy nie umiem na tyle dobrze...-tłumaczył się. Dziewczyna wzruszyła ramionami i wróciła do czytania.
Busik zatrzymał się, jak nakazywało prawo takie środki lokomocyjne co 3 godziny muszą mieć przerwę. Ren wstał bo cierpiał na brak laktozy. Zapytał co kto chce, wszyscy złożyli zamówienie i wyszedł naburmuszony. Czerwonowłosa wiedziona złym przeczuciem odłożyła książkę i wyjęła różdżkę. Patrzyła na parkę która również była coś kupić, właśnie wrócili trzymając w rękach...
-Padnij!-krzyknęła Shi i schyliła się. Nikt nie rozumiał o co chodzi, ale kiedy Ryo i Choco zostali trafieni zaklęciem drętwota wszyscy zanurkowali pod siedzenia.
- Petryfikus!
-Drentwota!-krzyczeli napastnicy. Shi uspokoiła się i złapała pewniej różdżkę.
-Expeliarmus!-krzyknęła czerwonooka celując spod fotela w szarookiego. Różdżka wyleciała mu z rąk, wiec schował się za blondynką, ale...
-Nie radzę...-Ren stał w siatką w jednej ręce, a w drugiej trzymał broń wcelowaną w parkę.
-Kij ci w oko!-warknął chłopak. Shi wyszła za siedzenia i przyjrzała się dokładniej. Chłopak był ze Slytherynu, a dziewczyna z Ravenclou. Shi oddała chłopakowi różdżkę.
-Czego chcecie?-warknęła. Para wyglądała na zdziwioną.
-Bardzo przepraszamy!-krzyknęła dziewczyna.- Pomyliliśmy się! Na prawdę przepraszamy!- sprawa szybko się wyjaśniła, czarodzieje odeszli, a Ren dał co miał dać. Czerwonowłosa otworzyła swój energetyk i napiła się.
-Nienawidzę poniedziałków-westchnęła ciężko.
A Tu ci czarodzieje^^
niedziela, 19 lipca 2015
5-Wspomnienia
Ciągłe lamenty Ryo denerwowały większość wycieczki, zwłaszcza Hinatę która musiała być niezwykle ostrożna. Na nie szczęście chłopcy uparli się jechać autem, ale w sumie ich rozumiała muszą szybko dostać się do Douby. Dziewczyna jednak nie była zbyt zaangażowana w ich rozmowy i przemyślenia, ciągle mieszała w kotle, dodawała różne składniki i warczała że to wszystko tak długo będzie trwać. Chłopcy w końcu się przyzwyczaili i nawet jej nie dotykali bo kiedy Ryo, w depresji, próbował ją przytulić to tak mu przywaliła że musiałby jechać do szpitala gdyby nie fakt iż Shi wie że Ren bardzo chcę zostać królem, bo w przeciwnym razie nie dałaby mu leku. Dotarli w końcu do miasteczka. Shi się ucieszyła bo mogła w spokoju robić swoje czary mary, a reszta mogła w końcu zjeść w wygodnych sofach. Grupa rozdzieliła się. Shi zajęła się znowu eliksirem, ku swej radości zauważyła że ma spokój na dwa tygodnie, ale ze smutkiem zauważyła ostatni składnik, a mianowicie krew tego co ją zabił. Jak u licha ona ma tu znaleźć Hao? Niezbyt zadowolona wróciła do chłopców, a tam...
-Nie raczej nie...-powiedział Yoh patrząc na Afroamerykanina w japońskim mundurku trzymającego w rękach lody. Zaczęli odchodzić. Chłopak zaczął się drzeć, Ren zagroził mu Guan Dao i troszkę na warczał na niego, a Shi podeszłą do nich.
-Co to za cyrk?-zapytała ich.
-Bo ja wiem...-odparł Yoh wzruszając ramionami.
-Jakiś pajac...-burknął Ren odchodząc.
-Daj spokój!-krzyknął chłopak z Afro.
-Zamknij się, jesteśmy zajęci kretynie- warknęła i popędziła chłopców.
-Ej! Myślisz ze jak masz duże cycki i ładną buźkę to ci wszystko wolno!?- Shi stanęła jak wryta i odwróciła się powoli w jego stronę.
-Co ty, cholera, do mnie powiedziałeś!?-wydarła się. Choco pobladł. Po chwili chłopak był wgnieciony w ścianę pobliskiego budynku. Wściekła, poirytowana i wszystkie pozostałe synonimy, Mellody odeszła.
Kierowała się w nieznaną stronę, po prostu szła. Łzy piekły ja w oczy. Dawno temu Hao powiedział do niej to samo kiedy uczył ja panowania nad żywiołami.
-Nie raczej nie...-powiedział Yoh patrząc na Afroamerykanina w japońskim mundurku trzymającego w rękach lody. Zaczęli odchodzić. Chłopak zaczął się drzeć, Ren zagroził mu Guan Dao i troszkę na warczał na niego, a Shi podeszłą do nich.
-Co to za cyrk?-zapytała ich.
-Bo ja wiem...-odparł Yoh wzruszając ramionami.
-Jakiś pajac...-burknął Ren odchodząc.
-Daj spokój!-krzyknął chłopak z Afro.
-Zamknij się, jesteśmy zajęci kretynie- warknęła i popędziła chłopców.
-Ej! Myślisz ze jak masz duże cycki i ładną buźkę to ci wszystko wolno!?- Shi stanęła jak wryta i odwróciła się powoli w jego stronę.
-Co ty, cholera, do mnie powiedziałeś!?-wydarła się. Choco pobladł. Po chwili chłopak był wgnieciony w ścianę pobliskiego budynku. Wściekła, poirytowana i wszystkie pozostałe synonimy, Mellody odeszła.
Kierowała się w nieznaną stronę, po prostu szła. Łzy piekły ja w oczy. Dawno temu Hao powiedział do niej to samo kiedy uczył ja panowania nad żywiołami.
*Dawno temu*
Dziewczyna o krótkich czerwonych włosach i zielonych oczach, miała ona około piętnastu lat. Stałą na polanie i ze skoncentrowaną miną i zamkniętymi oczami skupiała się nad czymś. Mały płomyk powstał tuż przed nią, miał on niebieski kolor. Otworzyła oczy i uśmiechnęła się wesoło. Wtedy ogień wymknął się jej spod kontroli.
-Nie, nie, nie!-zamachała rękami i rozglądała się nerwowo. Wtedy płomienie zmieniły kolor na naturalny i zniknął.
-To ze masz duże cycki i ładną buzię nie znaczy że masz łatwiej i możesz ćwiczyć sama...-usłyszała głos. Spojrzała do tyłu, a dwa małe warkoczyki zakołysały się na wietrze. Stał tam osiemnastoletni chłopak, zarumieniła się i zrobiła naburmuszoną minę, założyła ręce na piersi i stanęła obrażona. Jej specjalnie skrócone do ćwiczeń kimono poruszało się na wietrze. Chłopak pokręcił głową i poczochrał jej włosy, ta szybko odtrąciła jego rękę.
-Nadal masz mi to za złe?-zapytał.
-A jak myślisz!?-wydarła się a łzy pociekły po jej oczach.- Prosiłam cię żebyś nie przychodził! Żebyś dał mi spokój! Nie chcę już twojej pomocy!-zaczęła płakać.- Jak mogłeś mnie tam zostawić z tymi obrzydliwymi facetami!?- zapłakała mocniej.- Oni mnie dotykali... Chcieli mnie rozebrać...-drżała smutna. Chłopak przytulił ją delikatnie, nie zważając na jej protesty.
-Wróciłem tam jak tylko to zrozumiałem, przepraszam że to zrobiłem, już zawszę będę cię chronił, obiecuję...-popatrzyła na niego. Chłopak pocałował ja w czoło. Dziewczyna zaczerwieniła się i odskoczyła dotykając miejsca które pocałował. Hao zaśmiał się. Wiatr zawiał rozwiewając włosy dziewczyny, jej piękne czerwone oczy były wlepione w chłopaka. Podszedł do niego mały kotek i zaczął się łasić. Hinata uśmiechnęła się najdelikatniej i najsłodziej na świecie. Była niezwykle wdzięczna chłopakowi że uczył ją panować nad żywiołami, to było jedyne czego sama nie umiała, wiedziała ze ma on wiele rzeczy na głowię, a pomimo to znajdował czas dla kogoś takiego jak ona. Dla zwykłej dziewczyny, pomimo ze chłopcy z wioski oglądali się za nią i adorowali ją, ta nie zwracała na nich uwagi, jej zazwyczaj zimne na uczucia serce roztapiało się przy chłopaku, oddawało mu się i napełniało dziewczynę szczęściem. Podeszła do niego i uklękła obok by pogłaskać kota, przy okazji podpierając się ręką na chłopaku. On uśmiechnął się do niej przyjaźnie, tak jak zawsze, lecz za każdym razem sprawiało to że miała ochotę zaśpiewać i zatańczyć.
*Teraźniejszość*
Wspomnienie sprawiło ze czerwonowłosa opadłą na asfalt w opuszczonej uliczce, płacząc i kuląc się, serce bolało ją jak nigdy wcześniej. Chociaż chyba większym bólem był fakt iż Hao przebija je płomiennym mieczem składając na jej ustach jedyny i ostatni gorący pocałunek, którego zawsze tak pragnęła.
Zdjęcie Hinaty:
4-Hinat
Podróż przez pustynie nie należała do najlepszych. Jednak miała jednego plusa. Shi znikała na dość długo więc nie mieli się zbytnio czego bać z jej strony. Niestety Ren nie miał spokoju bo bombardowanie pytaniami skąd zna Shi ze strony Ryo i Horo nie były zbyt miłe, Yoh miał to na szczęście gdzieś, a Lyserg nie miał ochoty o to pytać ze względu gdyż miał przeczucie że jej łaska zdarzyła się jeden raz i następnym razem zginie marnie. W końcu doszli do małego miasteczka. Wszyscy się rozeszli, Horo poszedł do restauracji, Ren i Yoh wynająć pokój, Lyserg pouzupełniać zapasy, a Ryo do kina. Mellody nadal nie wróciła.
Czerwonowłosa szła przez ulicę pokątną(Londyn). Rozglądała się dookoła, ku swej radości księgarnia była otwarta. Weszła do niej i podeszła do ksiąg z legendami, Hao Asakura, o którym opowiadał duch w jej głowy był znany nawet wśród czarownic i czarodziei. Jej uwagę przyciągnęła jeszcze jedna księga z eliksirami. Chwyciła ją i wpakowała do koszyka. Podeszłą do kilku innych ksiąg, wpakowała dużo do koszyka i podeszła by zapłacić. Wpakowała je do torby i wyciągnęła z niej miotłę. Wsiadła na nią i poleciała w stronę miasteczka w którym byli szamani.
"Po co kupiłaś tą książkę?"zapytał głos.
-Nie mogę siedzieć w twoim ciele w nieskończoność... Poza tym chcę żebyś coś o mnie wiedziała...-powiedziała.. hym... kierowniczka ciała?
"To opowiedz o sobie" zaproponowała prawdziwa Shi.
-No cóż... Jestem duchem o imieniu Hinata, mam 1519 lat, zmarłam w wieku 19 lat... Jestem magiem i dlatego i ty nim jesteś, nawet gdy opuszczę twoje ciało, będziesz miała tą umiejętność. Zabił mnie ... chłopak którego kochałam nad życie... Miałam go powstrzymać, ale nie umiałam go skrzywdzić wiec pozwoliłam by mnie zabił... Nazywał się Asakura Hao... -skończyła swoją wypowiedź. Zanim się zorientował była już w miasteczku. Westchnęła i wylądowała.- Możesz nie rozumieć, ale na prawdę chce mieć własne ciało... Nie chcę cię więzić... Dla tego kupiłam to...-wyjęła księgę z eliksirami. Nie usłyszała odpowiedzi, zaśmiała się sama do siebie, a może jednak do Mellody. Wzięła się za czytanie, po pół godzinnej lekturze natrafiła na pewien eliksir. Nie był do końca dobry, ale wystarczająco by się udało, nie był on jednak prosty. Wtedy usłyszała krzyk, upuściła książkę. Dźwięk był podobny do krzyku mandragor. Nie wahając się pobiegła w tamtą stronę z różdżką w gotowości. Wpadła do kościoła i pobiegła do piwnicy, zatrzymała się przy drzwiach.
-Zawsze zastanawiałem się...-usłyszała głos Rena.- Co takiego jest w czosnku ze się tak go boicie.- dziewczyna się załamała powtarzając sobie w głowie"kretyn".
-Proszę cię, chyba nie myślisz ze bałbym się czegoś takiego.- przez dłuższą chwilę nic nie słyszała. Ale potem.- Śliczna z ciebie dziewczynka, będziesz pięknym wampirkiem.
-Solaria!-krzyknęła Shi. Mała kulka światła pognała w stronę napastnika. Wbiegła do pomieszczenia.
-Co to było!?-zdziwił się Lyserg.
-Specjalne zaklęcie na wampiry, ale to nie wampir...-powiedziała i weszła do sali kinowej.
-Jak śmiesz!?-krzyknął i pojawił się tuż za nią.- Za tą zniewagę zginiesz!- chciał ją zaatakować, ale jej już tam nie było. Znajdowała się trochę dalej celując w niego różdżką.
-Jak to nie jest wampirem!?-zdziwił się Horo.
-Wampir już by nie żył po oberwaniu kulą z promieni UV, jak by to było samo słońce miałby oparzenia, zauważyliście że kiedy ugryzł Horo to Ryo wrócił do normalności? Znaczy jak na niego..
-Ej!-krzyknął Ryo.
-Milcz!-warknęła.- Prawdziwy wampir mógłby mieć tyle sług ile by chciał, a nawet jeszcze więcej. Potrafi zmieniać się tylko w jednego nietoperza, ale jest tak szybki ze nie musiałby się zmieniać w te gacki żeby szybko się za kimś znaleźć...- potem wszystko się ładnie zakończyło aż do pewnego momentu kiedy pojawiły się te dzieci specjalnej troski o nazwie X-Laws i zabili biednego Borysa. Lyserg się do nich dołączył a wszyscy poza Shi byli smutni. Dziewczyna odczuwała ból, a nie smutek. Dla niej zdrada była czymś najgorszym.
Czerwonowłosa szła przez ulicę pokątną(Londyn). Rozglądała się dookoła, ku swej radości księgarnia była otwarta. Weszła do niej i podeszła do ksiąg z legendami, Hao Asakura, o którym opowiadał duch w jej głowy był znany nawet wśród czarownic i czarodziei. Jej uwagę przyciągnęła jeszcze jedna księga z eliksirami. Chwyciła ją i wpakowała do koszyka. Podeszłą do kilku innych ksiąg, wpakowała dużo do koszyka i podeszła by zapłacić. Wpakowała je do torby i wyciągnęła z niej miotłę. Wsiadła na nią i poleciała w stronę miasteczka w którym byli szamani.
"Po co kupiłaś tą książkę?"zapytał głos.
-Nie mogę siedzieć w twoim ciele w nieskończoność... Poza tym chcę żebyś coś o mnie wiedziała...-powiedziała.. hym... kierowniczka ciała?
"To opowiedz o sobie" zaproponowała prawdziwa Shi.
-No cóż... Jestem duchem o imieniu Hinata, mam 1519 lat, zmarłam w wieku 19 lat... Jestem magiem i dlatego i ty nim jesteś, nawet gdy opuszczę twoje ciało, będziesz miała tą umiejętność. Zabił mnie ... chłopak którego kochałam nad życie... Miałam go powstrzymać, ale nie umiałam go skrzywdzić wiec pozwoliłam by mnie zabił... Nazywał się Asakura Hao... -skończyła swoją wypowiedź. Zanim się zorientował była już w miasteczku. Westchnęła i wylądowała.- Możesz nie rozumieć, ale na prawdę chce mieć własne ciało... Nie chcę cię więzić... Dla tego kupiłam to...-wyjęła księgę z eliksirami. Nie usłyszała odpowiedzi, zaśmiała się sama do siebie, a może jednak do Mellody. Wzięła się za czytanie, po pół godzinnej lekturze natrafiła na pewien eliksir. Nie był do końca dobry, ale wystarczająco by się udało, nie był on jednak prosty. Wtedy usłyszała krzyk, upuściła książkę. Dźwięk był podobny do krzyku mandragor. Nie wahając się pobiegła w tamtą stronę z różdżką w gotowości. Wpadła do kościoła i pobiegła do piwnicy, zatrzymała się przy drzwiach.
-Zawsze zastanawiałem się...-usłyszała głos Rena.- Co takiego jest w czosnku ze się tak go boicie.- dziewczyna się załamała powtarzając sobie w głowie"kretyn".
-Proszę cię, chyba nie myślisz ze bałbym się czegoś takiego.- przez dłuższą chwilę nic nie słyszała. Ale potem.- Śliczna z ciebie dziewczynka, będziesz pięknym wampirkiem.
-Solaria!-krzyknęła Shi. Mała kulka światła pognała w stronę napastnika. Wbiegła do pomieszczenia.
-Co to było!?-zdziwił się Lyserg.
-Specjalne zaklęcie na wampiry, ale to nie wampir...-powiedziała i weszła do sali kinowej.
-Jak śmiesz!?-krzyknął i pojawił się tuż za nią.- Za tą zniewagę zginiesz!- chciał ją zaatakować, ale jej już tam nie było. Znajdowała się trochę dalej celując w niego różdżką.
-Jak to nie jest wampirem!?-zdziwił się Horo.
-Wampir już by nie żył po oberwaniu kulą z promieni UV, jak by to było samo słońce miałby oparzenia, zauważyliście że kiedy ugryzł Horo to Ryo wrócił do normalności? Znaczy jak na niego..
-Ej!-krzyknął Ryo.
-Milcz!-warknęła.- Prawdziwy wampir mógłby mieć tyle sług ile by chciał, a nawet jeszcze więcej. Potrafi zmieniać się tylko w jednego nietoperza, ale jest tak szybki ze nie musiałby się zmieniać w te gacki żeby szybko się za kimś znaleźć...- potem wszystko się ładnie zakończyło aż do pewnego momentu kiedy pojawiły się te dzieci specjalnej troski o nazwie X-Laws i zabili biednego Borysa. Lyserg się do nich dołączył a wszyscy poza Shi byli smutni. Dziewczyna odczuwała ból, a nie smutek. Dla niej zdrada była czymś najgorszym.
3.- Sekret Mellody
Wszyscy stali nieruchomo. Patrzyli na czarownicę, po której było widać jedno: wściekłość. Oczy zielonowłosego były rozszerzone ze strachu. Tylko Neko rozumiała czemu była aż tak wnerwiona. Dziewczyna dobrze ukrywała fakt iż kocha młodego Tao całym swoim sercem, wiedziała jeszcze jedna rzecz, lecz sumienie mówiło jej że to dziewczyna powinna im wszystko powiedzieć.
-Shi...-powiedział Yoh.- Ej bez przesady, daj spokój... Jeśli...
-Jeśli to zrobisz nie będzie odwrotu-dokończyła za niego. Wszyscy patrzyli zaciekawieni i zaskoczeni.- Obiecaliście mu coś...- ledwo się opanowywała, ale schowała różdżkę.- I lepiej naprawcie swoją broń...- dodała i odeszła.
-Ona jest powalona....-powiedział Horo.
-Coś powiedział?-warknęła niebieskowłosa.
Nic!-krzyknął przerażony.
-Ale jej zachowanie na prawdę jest dziwne...-powiedział zamyślony Ryo.
-Ciekawe jak ty byś się zachował gdybyś musiał zrobić to co ona musi.... I z ciężarem jaki ona dźwiga...-duch dziewczyny zabrał strzępy dawnej broni chłopców.- Zaniosę ją do naprawy....-i odeszła zła na siebie za to co powiedziała.
-A my obiecaliśmy że cię wysłuchamy.-młody Asakura uśmiechnął się wesoło. Lyserg uśmiechnął się i poszli razem do restauracji.
Shi szła ulicami miasta. Weszła do pustego prawie parku i usiadła na ławce.
"Dlaczego go nie zabiłaś?" Usłyszała znany jedynie sobie głos.
-Bo każde życie jest cenne-odparła dziewczyna, gdyby Ren lub ktoś inny kto ją zna usłyszał to nie uwierzyłby że to ona mówi. Zawsze ma piękny głos, ale teraz był on niezwykle delikatny i spokojny, zdolny uspokoić nawet Bazyliszka.
"Jasne!"wydarł się w odpowiedzi głos w jej głowie."Jeśli ty ich nie zabijesz oni zabiją ciebie! Musisz być bezwzględna!"
-Tak jak ty kiedyś?- głos zamilkł.- Wiem ze i ty kochałaś... Wiec dotrzymaj słowa i chroń go... Przecież dla tego... To ty panujesz nad ciałem...-powiedziała i wstała odchodząc w stronę baru czarodziejów. Weszła i zamówiła coś na obiad. Potem kupiła kilka dań na wynos, trochę kremowego i miodowego piwa, soku z dyni no i dość dużo słodyczy które można kupić w miodowym królestwie w Hoksmit, ale właściwie w innych miejscach też. Zadowolona wyszła z lokalu i... Zobaczyła jak Ryo, Horo i Ren walczą chroniąc Lyserga, a jakieś teletubisie ich atakują.
-Neko.... -zaczęła.
-Czekaj-powiedział stróż.- Sama mówiłaś że to ich walka... Więc pozwól im walczyć...- dziewczyna miała mieszane uczucia. Łagodna strona dziewczyny której nikt poza jej duchami nie zna chciał krzyczeć i rzucić się ku pomocy, lecz ta część którą znali wszyscy stała spokojnie. W końcu chłopcy wygrali. Na twarzy Shi wykwitł delikatny uśmiech.
"Myślisz że są gotowi?" zapytał łagodny głos w głowie dziewczyny.
-Tak, są gotowi... Na zrobienie tego czego ja nie umiałam zrobić 1500 lat temu...- oznajmiła i patrzyła na nich z tym uśmiechem, którego nikt nie mógł zobaczyć.
-Shi...-powiedział Yoh.- Ej bez przesady, daj spokój... Jeśli...
-Jeśli to zrobisz nie będzie odwrotu-dokończyła za niego. Wszyscy patrzyli zaciekawieni i zaskoczeni.- Obiecaliście mu coś...- ledwo się opanowywała, ale schowała różdżkę.- I lepiej naprawcie swoją broń...- dodała i odeszła.
-Ona jest powalona....-powiedział Horo.
-Coś powiedział?-warknęła niebieskowłosa.
Nic!-krzyknął przerażony.
-Ale jej zachowanie na prawdę jest dziwne...-powiedział zamyślony Ryo.
-Ciekawe jak ty byś się zachował gdybyś musiał zrobić to co ona musi.... I z ciężarem jaki ona dźwiga...-duch dziewczyny zabrał strzępy dawnej broni chłopców.- Zaniosę ją do naprawy....-i odeszła zła na siebie za to co powiedziała.
-A my obiecaliśmy że cię wysłuchamy.-młody Asakura uśmiechnął się wesoło. Lyserg uśmiechnął się i poszli razem do restauracji.
Shi szła ulicami miasta. Weszła do pustego prawie parku i usiadła na ławce.
"Dlaczego go nie zabiłaś?" Usłyszała znany jedynie sobie głos.
-Bo każde życie jest cenne-odparła dziewczyna, gdyby Ren lub ktoś inny kto ją zna usłyszał to nie uwierzyłby że to ona mówi. Zawsze ma piękny głos, ale teraz był on niezwykle delikatny i spokojny, zdolny uspokoić nawet Bazyliszka.
"Jasne!"wydarł się w odpowiedzi głos w jej głowie."Jeśli ty ich nie zabijesz oni zabiją ciebie! Musisz być bezwzględna!"
-Tak jak ty kiedyś?- głos zamilkł.- Wiem ze i ty kochałaś... Wiec dotrzymaj słowa i chroń go... Przecież dla tego... To ty panujesz nad ciałem...-powiedziała i wstała odchodząc w stronę baru czarodziejów. Weszła i zamówiła coś na obiad. Potem kupiła kilka dań na wynos, trochę kremowego i miodowego piwa, soku z dyni no i dość dużo słodyczy które można kupić w miodowym królestwie w Hoksmit, ale właściwie w innych miejscach też. Zadowolona wyszła z lokalu i... Zobaczyła jak Ryo, Horo i Ren walczą chroniąc Lyserga, a jakieś teletubisie ich atakują.
-Neko.... -zaczęła.
-Czekaj-powiedział stróż.- Sama mówiłaś że to ich walka... Więc pozwól im walczyć...- dziewczyna miała mieszane uczucia. Łagodna strona dziewczyny której nikt poza jej duchami nie zna chciał krzyczeć i rzucić się ku pomocy, lecz ta część którą znali wszyscy stała spokojnie. W końcu chłopcy wygrali. Na twarzy Shi wykwitł delikatny uśmiech.
"Myślisz że są gotowi?" zapytał łagodny głos w głowie dziewczyny.
-Tak, są gotowi... Na zrobienie tego czego ja nie umiałam zrobić 1500 lat temu...- oznajmiła i patrzyła na nich z tym uśmiechem, którego nikt nie mógł zobaczyć.
sobota, 18 lipca 2015
2.- Atak
Wszyscy stali z szeroko otwartymi oczami. Shi patrzyła prosto na Rena, ten odwzajemniał spojrzenie, lecz było ono zimne.
-Dość tego! To jawna prowokacja!-krzyknął Horo. Zaczął biec w stronę czerwonowłosej dziewczyny z kontrolą ducha. Szyderczy uśmiech pojawił się na twarzy czarownicy. Po chwili Horo leżał na ziemi trzymając się mocno za brzuch. Nad nim stała Neko.
-Nie waż się...-warknęła podnosząc go za bluzę.- PODNOSIĆ RĘKI NA MOJĄ PANIĄ!-rzuciła nim o drzewo. Złote tęczówki Rena wyrażały wściekłość.
- Długo masz zamiar ich testować?-warknął.
- Co się stało? Zazdrosny ze ma wytrzymalszy żołądek?-zażartowała wiedźma.
-Em....-zaczął Yoh.- Mogłabyś odwołać tą dziewczynę, poproszę.- czerwone oczka Asanaki skierowały się w jego stronę.
-Neko, daj spokój temu bałwanowi.-duch spojrzał na mnie, skinął głową i wrócił do miejsca za mną.
-Dziękuje-powiedział wyszczerzony Asakura.- A tak.... Em... Kim jesteś?-zapytał.
-Na razie musisz wiedzieć tyle ze masz mnie nazywać Shishi, lub Shi.-powiedziała oschle.
-Miło cię poznać Shi.-przywitał się grzecznie.
-Co tutaj robisz?-zawarczał wnerwiony Ren. Uśmiechnęła się, lubiła jak się denerwował, był wtedy słodki.
-Jak myślisz? Jestem tu w postaci twojej niańki.- spojrzała na niego zimno. Horo i Ryo ,pomimo ze obolali ,zaczęli się śmiać.- Was też przy okazji utemperuje!-wydarła się na nich. Chłopcy stanęli na baczność. Duch dziewczyny zaśmiał się i zabrał jej bagaż.- No to idziemy nie?
-Zakładam ze pomimo wszystko nam nie pomożesz?-powiedział niezbyt ze wszystkiego zadowolony.
-Oczywiście że nie.-powiedziała stanowczo.- To nie ja walczę o tytuł króla szamanów, tylko ty, rusz mózgownicą!
-Wyglądacie jak byście znali się wieki...-skwitował Ryo, który ciągle trzymał się za brzuch.
-Bo znamy się bardzo długo-odparła Shi i weszła do kawiarni. Usiadła przy stoliku i zamówiła coś.
-Czyli idziesz z nami?-zapytał Yoh siadając obok niej.
-Oczywiście że tak...-odparła i patrzyła na plakaty.
-Pięknie uwolniliśmy się od Anny, to teraz mamy jej zastępczynie-burknął Horo. Neko "przypadkiem" przewróciła go na kość ogoniastą.
-Eh.... Nie mam zamiaru rozmawiać z idiotami twojego pokroju.-powiedziała i zajęła się posiłkiem, inni również zamówili i zjedli jak najszybciej, z resztą prawidłowo, bo gdy tylko Shi skończyła zapłaciła i wyszła. Potem weszła do sklepów żeby kupić pożywienie, czarownica kupiła kilka składników do eliksirów i wyruszyli w drogę.
Szybko dotarli do innego miasteczka. Musieli przyznać że nie musieli aż tyle kupować, a właściwie Shi nie musiała, bo jak twierdziła, boli ją jak widzi kiedy wygrzebują te marne kwoty, bo niewiele było banków i szanowny pan Tao nie mógł wypłacać, a niestety takie miasteczka to głównie restauracja, motel sklepik i sklep z pamiątkami. No ale dziś dotarli do dużego miasta. Shi zniknęła zaraz po przyjściu, Ren i reszta poszli do biblioteki, bez skutecznie, no a Ryo ruszył w miasto.
Mellody weszła do jakiegoś baru, niewiele osób go widziało, był to bar dla czarownic i czarodziejów. Usiadła przy stoliku i patrzyła po lokalu jak by kogoś szukała. Po chwili podeszła do niej zielonooka dziewczyna o włosach tego samego koloru, obcięte na krótko. Miała na sobie czarna spódnicę, czarne podkolanówki, czarne półbuty, czarną kamizelkę, a pod nią białą bluzkę. Żółty krawat zdobił jej szyję, a na piersi widniało godło Hafflepuff.(borsuk). Usiadła i podała jej kubełek kremowego piwa. Swoją czarną szatę odłożyła obok siebie.
-Hej.-powiedziała przyjaźnie i wypiła połowę napoju jednym łykiem.
-Nie gadaj mi tu pierdół...-burknęła Shi i napiła się.- Gadaj ilu uciekło...
-Około 12...-odparła.- Zabrali kilka ksiąg z działu ksiąg zakazanych.
-Na prawdę chcą to zrobić...-powiedział smutna czerwonowłosa.
-Tak.... Musisz ich powstrzymać... A ja muszę lecieć.... Tu masz listę zbiegów.-podała pergamin i wyszła. Shi przejrzałą listę, westchnęła i również wyszła z lokalu. Wróciła do motelu a tam... Jakiś zielonowłosy chłopak atakuję Rena i resztę tych teletubisiów.
-To twoje wahadło nie może być w dwóch miejscach równocześnie!-krzyknął Ren i zaatakował. Kabel ruszył w jego stronę. Shi błyskawicznie wyjęła różdżkę.
-Impedimento maksima!-krzyknęła i spowolniła wszystkich. Odciągnęła znajomych i skierowała wahadło na właściciela. Po chwili zaklęcie zniknęło. Zielonowłosy wycofał broń. Spojrzął na dziewczynę celującą w niego różdżką.
-Nawet nie wiesz z kim zadarłeś...-warknęła.
-Dość tego! To jawna prowokacja!-krzyknął Horo. Zaczął biec w stronę czerwonowłosej dziewczyny z kontrolą ducha. Szyderczy uśmiech pojawił się na twarzy czarownicy. Po chwili Horo leżał na ziemi trzymając się mocno za brzuch. Nad nim stała Neko.
-Nie waż się...-warknęła podnosząc go za bluzę.- PODNOSIĆ RĘKI NA MOJĄ PANIĄ!-rzuciła nim o drzewo. Złote tęczówki Rena wyrażały wściekłość.
- Długo masz zamiar ich testować?-warknął.
- Co się stało? Zazdrosny ze ma wytrzymalszy żołądek?-zażartowała wiedźma.
-Em....-zaczął Yoh.- Mogłabyś odwołać tą dziewczynę, poproszę.- czerwone oczka Asanaki skierowały się w jego stronę.
-Neko, daj spokój temu bałwanowi.-duch spojrzał na mnie, skinął głową i wrócił do miejsca za mną.
-Dziękuje-powiedział wyszczerzony Asakura.- A tak.... Em... Kim jesteś?-zapytał.
-Na razie musisz wiedzieć tyle ze masz mnie nazywać Shishi, lub Shi.-powiedziała oschle.
-Miło cię poznać Shi.-przywitał się grzecznie.
-Co tutaj robisz?-zawarczał wnerwiony Ren. Uśmiechnęła się, lubiła jak się denerwował, był wtedy słodki.
-Jak myślisz? Jestem tu w postaci twojej niańki.- spojrzała na niego zimno. Horo i Ryo ,pomimo ze obolali ,zaczęli się śmiać.- Was też przy okazji utemperuje!-wydarła się na nich. Chłopcy stanęli na baczność. Duch dziewczyny zaśmiał się i zabrał jej bagaż.- No to idziemy nie?
-Zakładam ze pomimo wszystko nam nie pomożesz?-powiedział niezbyt ze wszystkiego zadowolony.
-Oczywiście że nie.-powiedziała stanowczo.- To nie ja walczę o tytuł króla szamanów, tylko ty, rusz mózgownicą!
-Wyglądacie jak byście znali się wieki...-skwitował Ryo, który ciągle trzymał się za brzuch.
-Bo znamy się bardzo długo-odparła Shi i weszła do kawiarni. Usiadła przy stoliku i zamówiła coś.
-Czyli idziesz z nami?-zapytał Yoh siadając obok niej.
-Oczywiście że tak...-odparła i patrzyła na plakaty.
-Pięknie uwolniliśmy się od Anny, to teraz mamy jej zastępczynie-burknął Horo. Neko "przypadkiem" przewróciła go na kość ogoniastą.
-Eh.... Nie mam zamiaru rozmawiać z idiotami twojego pokroju.-powiedziała i zajęła się posiłkiem, inni również zamówili i zjedli jak najszybciej, z resztą prawidłowo, bo gdy tylko Shi skończyła zapłaciła i wyszła. Potem weszła do sklepów żeby kupić pożywienie, czarownica kupiła kilka składników do eliksirów i wyruszyli w drogę.
Szybko dotarli do innego miasteczka. Musieli przyznać że nie musieli aż tyle kupować, a właściwie Shi nie musiała, bo jak twierdziła, boli ją jak widzi kiedy wygrzebują te marne kwoty, bo niewiele było banków i szanowny pan Tao nie mógł wypłacać, a niestety takie miasteczka to głównie restauracja, motel sklepik i sklep z pamiątkami. No ale dziś dotarli do dużego miasta. Shi zniknęła zaraz po przyjściu, Ren i reszta poszli do biblioteki, bez skutecznie, no a Ryo ruszył w miasto.
Mellody weszła do jakiegoś baru, niewiele osób go widziało, był to bar dla czarownic i czarodziejów. Usiadła przy stoliku i patrzyła po lokalu jak by kogoś szukała. Po chwili podeszła do niej zielonooka dziewczyna o włosach tego samego koloru, obcięte na krótko. Miała na sobie czarna spódnicę, czarne podkolanówki, czarne półbuty, czarną kamizelkę, a pod nią białą bluzkę. Żółty krawat zdobił jej szyję, a na piersi widniało godło Hafflepuff.(borsuk). Usiadła i podała jej kubełek kremowego piwa. Swoją czarną szatę odłożyła obok siebie.
-Hej.-powiedziała przyjaźnie i wypiła połowę napoju jednym łykiem.
-Nie gadaj mi tu pierdół...-burknęła Shi i napiła się.- Gadaj ilu uciekło...
-Około 12...-odparła.- Zabrali kilka ksiąg z działu ksiąg zakazanych.
-Na prawdę chcą to zrobić...-powiedział smutna czerwonowłosa.
-Tak.... Musisz ich powstrzymać... A ja muszę lecieć.... Tu masz listę zbiegów.-podała pergamin i wyszła. Shi przejrzałą listę, westchnęła i również wyszła z lokalu. Wróciła do motelu a tam... Jakiś zielonowłosy chłopak atakuję Rena i resztę tych teletubisiów.
-To twoje wahadło nie może być w dwóch miejscach równocześnie!-krzyknął Ren i zaatakował. Kabel ruszył w jego stronę. Shi błyskawicznie wyjęła różdżkę.
-Impedimento maksima!-krzyknęła i spowolniła wszystkich. Odciągnęła znajomych i skierowała wahadło na właściciela. Po chwili zaklęcie zniknęło. Zielonowłosy wycofał broń. Spojrzął na dziewczynę celującą w niego różdżką.
-Nawet nie wiesz z kim zadarłeś...-warknęła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


