Hinata i Anna bardzo się polubiły, a Jun uważała ze Shi jest teraz wręcz idealną narzeczoną dla Rena. W końcu doszli do kanionu przez który płynęła rzeka. Zaczęto ustalać czy są na dobrej drodze, niestety zaczęli się sprzeczać.
-Oni nigdy się nie dogadają.-skwitowała Shi, która razem z Tamarą piła herbatę.
-Wiem! Poszukam w internecie.-krzyknął Morty i otworzył swój laptop.
-Bez obrazy,maluchu,, ale ja już szukałem i nic nie znalazłem.-powiedział Ren.
-Bez obrazy, Ren, ale musisz wiedzieć jak odpowiednio wpisać wyrazy, jak unikać okien z reklamami, musisz wiedzieć jak serfować.-powiedział Manta z miną znawcy.
-Nigdy nawet nie jeździłem na snowbordzie.-powiedział Ren, ale nachylił się lekko by się przyjrzeć.
-Nie fair, ja miałem to powiedzieć!T.T*-krzyknął Choco.
-Mhym?-spojrzał na niego Ren.
-Niebieska jaskinia, sprawdzę -.-"-dodał Morty i zajął się swoimi sprawami.- Nie martw się Yoh daj mi chwilę i zobaczysz ze wszystko załatwię.
-Morty jest niezwykle mądry...-szepnęła zarumieniona Tamao. Mellody spojrzała na nią i lekko się uśmiechnęła, od razu widziała jak wróżbitka patrzy na młodego Oyamadę, ale nie podejrzewała że jest nim zauroczona. Długowłosa spojrzałą na Rena, któy akurat patrzył na swoją siostrę która korzystała z pomocy stróża by wejść na kamień umieszczony przed wodospadem. Shi uśmiechnęła się na ten widok.
-Ej, no daj że spokój, nie mogę uwierzyć że tu przyjechała-powiedział Ren z rękoma założonymi na klatce piersiowej.
-Boisz się ze zacznie cię ustawiać?-zapytał Yoh.
-Nie pozwolę na to.-powiedział lekko zarumieniony Tao.
-Wiesz, a ja się nawet cieszę ze Anna tu jest.
-No tak, ale Anna nie jest twoją siostrą, popatrz na nią, biedactwo nie może sobie znaleźć chłopaka, więc przymila się do swojego ducha stróża i wszędzie za mną łazi.
-Wiesz Ren, myślę ze fajnie ze Jun tutaj jest, chciał bym żeby Pilika tutaj była.-wtrącił Horo.
-Ren w życiu się nie przyzna ze zależy mu na Jun.-zaśmiał się Yoh, a złotooki znowu spojrzał na siostrę i lekko się uśmiechnął.
-Mam nadzieję że nie szukasz sobie dziewczyny,Ren, bo ta cała rzecz ze "nie pokazuję swoich emocji wcale do dziewczyn nie przemawia...
-NIE PRZEMAWIA!?-wydarł się czerwony, Shi w głębi ducha nie zgadzała się z Anną, ale czuła ze lepiej nic nie mówić
-Nie słucha!?-dodał Choco. Kiedy Ren przemówił komikowi do mózgu, to Hinata się wtrąciła.
-Poza tym Ren ma o tyle dobrze ze już ma narzeczoną...
-CO!?-zapytali wszyscy.
-Nom, nasza kochana Shi jest jego narzeczoną-powiedziała ognistooka. Mellody zakryła twarz włosami i udawała ze jej nie ma, a Ren wyglądał jak by miał to gdzieś.
-CHYBA COŚ ZNALAZŁEM!-krzyknął Morty. Nie był to jednak trop, więc po chwili ruszyli za instynktem Amidamaru.
-No nie!;-;-krzyknął Choco. Przed nimi stały gothi.
-Gotowi na rewanż?-zapytała Kanna.
-Nie, poszły stąd śpieszy nam się...-burknęła Hinata.
-Mój Yoh sam by was pokonał, ale nie chce wam robić krzywdy i rzeczywiście się spieszymy więc won na wyspę Halloween-burknęła Anna. Gotki się zaśmiały.
-Może walka 3 na 3?-wtrąciła nieśmiało Shi schowana za Jun.
-Ja będę walczyć.-powiedział Ren.
-I ja-dodał Ryo.
-Co Ty na to?-zapytała Anna narzeczonego.
-No dobra czas wypróbować nowe zdolności. - wyszczerzył się Asakura.
-Strata czasu...-szepnęła Hinata.- Nie uważasz Hao?-patrzyła na chłopaka, który był obok, niej, wiedziała ze tam jest i przeteleportowała się obok.
-Trening dobrze im zrobi...-powiedział.
*Od teraz będę stosować emotki w opowiadaniu, bo tak mi się podoba!
piątek, 24 lipca 2015
14. Nocny atak
Wszyscy patrzyli na chłopców którzy stali ze spuszczonymi głowami.
-Yoh!-krzyknął uradowany Manta i podbiegł.
-Ren?-zapytała Shi. Chłopcy coś tam mamrotali od rzeczy. Nagle z nieba spadła wielka żelazna dziewica.
-Co do..?-zapytała Hinata. Mellody stała z różdżką w gotowości. Potem zeskoczyli wyrzutki.
-NA LITOŚĆ ŁUSEK SMOKA ODWALCIE SIĘ OD NAS!-zapłakała Shi. Ten oczywiście zaczął chrzanić coś o świetle.
-Zamknij mordę!-wrzasnęła znudzona Hinata.
-Majkel próbne uderzenie!-krzyknął Marco. Zaatakowano, chłopcy to odbili, wszystko się dobrze skończyło, no i Anna zarządziła spanie...
Noc była ciepła i pełna gwiazd wszyscy spali spokojnie, wszyscy poza Mellody. Nie mogła się uspokoić po tym jak zobaczyła Marko atakującego Rena i resztę, jej serce wtedy stanęło, czuła ze najchętniej by poszła i zabiła blondyna, bez wahania, bez strachu... No chłopcy stali się silniejsi... Cieszyła się to oczywiste, ale czuła coś niewyjaśnionego. Wstała ze śpiwora i postanowiła się chwilkę przejść. Pochodziła sobie chwilę i wyszła z kanionu. Szła spokojnie, nie odeszła daleko, usiadła na piasku i patrzyła w niebo. Usłyszała coś, dziwne, nie ma tu zwierząt więc powinno być cicho... wyjęła różdżkę.
-Avada Cadavra!-usłyszała.
-Protego.-krzyknęła. Odwróciła się w stronę napastnika. Stał tam przystojny chłopak o brązowych oczach i czarnych włosach.- Inkancerus!-z różdżki wystrzeliły liny i związały chłopaka.
-Krucjo!-krzyknęła jakaś osobą. Shi jednak nie była głupia, wcześniej zrobił jedność ducha z Neko, a ta była zwinna. Szybko odskoczyła, a zaklęcie uderzyło w chłopaka. Wrzasnął z bólu. Mellody znowu użyła zaklęcia wiążącego i związała dziewczynę. Nie znała ich, ale dziewczyna była blondynka o niebieskich oczach. Westchnęła i wezwała innych aurorów, a tamci zabrali ich ze sobą.
-Dobrze zrobiłaś...-powiedziała nieznana jej aurorka. - To jest Saku Matoki i Karol Kolwoki, to Ci z listy, wykreśl ich.-powiedziała i chciała odejść.
-Chwila...-powiedziała Shi- Wyznawcami Voldemorta są jeszcze inni, nie tylko uciekinierzy z Hogwartu...
-Jak to?-zapytała.
-Widziałam..(wtedy kiedy po raz pierwszy spotkała Hoa).
-To źle... Musimy się dowiedzieć kto...-powiedziała zrezygnowana.- Do widzenia..-dodała i teleportowała się. Shi westchnęła i wróciła do obozu.
Następnego dnia ruszyli na przód, Shi ciągle myślała o ataku czarodziejów, Martwiła się że to powtórzy się, a ona nie zdoła ich ochronić....
-Yoh!-krzyknął uradowany Manta i podbiegł.
-Ren?-zapytała Shi. Chłopcy coś tam mamrotali od rzeczy. Nagle z nieba spadła wielka żelazna dziewica.
-Co do..?-zapytała Hinata. Mellody stała z różdżką w gotowości. Potem zeskoczyli wyrzutki.
-NA LITOŚĆ ŁUSEK SMOKA ODWALCIE SIĘ OD NAS!-zapłakała Shi. Ten oczywiście zaczął chrzanić coś o świetle.
-Zamknij mordę!-wrzasnęła znudzona Hinata.
-Majkel próbne uderzenie!-krzyknął Marco. Zaatakowano, chłopcy to odbili, wszystko się dobrze skończyło, no i Anna zarządziła spanie...
Noc była ciepła i pełna gwiazd wszyscy spali spokojnie, wszyscy poza Mellody. Nie mogła się uspokoić po tym jak zobaczyła Marko atakującego Rena i resztę, jej serce wtedy stanęło, czuła ze najchętniej by poszła i zabiła blondyna, bez wahania, bez strachu... No chłopcy stali się silniejsi... Cieszyła się to oczywiste, ale czuła coś niewyjaśnionego. Wstała ze śpiwora i postanowiła się chwilkę przejść. Pochodziła sobie chwilę i wyszła z kanionu. Szła spokojnie, nie odeszła daleko, usiadła na piasku i patrzyła w niebo. Usłyszała coś, dziwne, nie ma tu zwierząt więc powinno być cicho... wyjęła różdżkę.
-Avada Cadavra!-usłyszała.
-Protego.-krzyknęła. Odwróciła się w stronę napastnika. Stał tam przystojny chłopak o brązowych oczach i czarnych włosach.- Inkancerus!-z różdżki wystrzeliły liny i związały chłopaka.
-Krucjo!-krzyknęła jakaś osobą. Shi jednak nie była głupia, wcześniej zrobił jedność ducha z Neko, a ta była zwinna. Szybko odskoczyła, a zaklęcie uderzyło w chłopaka. Wrzasnął z bólu. Mellody znowu użyła zaklęcia wiążącego i związała dziewczynę. Nie znała ich, ale dziewczyna była blondynka o niebieskich oczach. Westchnęła i wezwała innych aurorów, a tamci zabrali ich ze sobą.
-Dobrze zrobiłaś...-powiedziała nieznana jej aurorka. - To jest Saku Matoki i Karol Kolwoki, to Ci z listy, wykreśl ich.-powiedziała i chciała odejść.
-Chwila...-powiedziała Shi- Wyznawcami Voldemorta są jeszcze inni, nie tylko uciekinierzy z Hogwartu...
-Jak to?-zapytała.
-Widziałam..(wtedy kiedy po raz pierwszy spotkała Hoa).
-To źle... Musimy się dowiedzieć kto...-powiedziała zrezygnowana.- Do widzenia..-dodała i teleportowała się. Shi westchnęła i wróciła do obozu.
Następnego dnia ruszyli na przód, Shi ciągle myślała o ataku czarodziejów, Martwiła się że to powtórzy się, a ona nie zdoła ich ochronić....
13.- Dzień w którym zginęła
-Stary Anna właśnie nas uratowała!-krzyknął Horo. Shi poczuła lekki smutek, przecież gdyby nie ona te dziewczyny by z nich zrobiły popiół. Nie miała jednak śmiałości mówić, to była jej wada którą w końcu odkryła, miała ich właściwie kilka, była nieśmiała, często się zamyślała i była rozkojarzona, czasem i sarkastyczna... No i... łatwo się nie denerwowała, ale kiedy już tak było to lepiej było przed nią zwiewać.
-Ale Shi też nam pomogła!-zaśmiał się Choco i zarzucił jej rękę na szyję. Delikatny uśmiech wykwitł na ustach czerwonookiej.
-A wy to kto?-zapytał Morty.
-A to co za ludzie?-zapytali równocześnie Mellody i komik od siedmiu boleści.
-Ten mały to Morty Oyamada, Ta rózowowłosa to Tamara Tamamuro, a blondi to Anna Kyoyama.-powiedziała Hinata.
-Jun!-ucieszyła się Shi i pobiegła ją przytulić. Starsza Tao wyglądała jak by zobaczyła słonie i hipopotamy tańczące balet na lodzie.
-A Ty to...?-zapytał Morty.
-To Hinata Tumiko.... Ale ty przecież jesteś...-zaczęła Anna.
-Trupem?-zaśmiała się krótkowłosa-czerwonowłosa.- Byłam, przez ostatnie 14 lat mieszkałam w ciele Shi.-dana osoba pomachała do Anny.- no a niedawno odzyskałam swoje. Ale przejdźmy do tego co na prawdę ważne.-Anna miała jeszcze dużo do powiedzenia i zapytania, ale stwierdziła ze będzie czas i opowiedziała im o księdze.
-Proszę pani, Anno, pokornie proszę żebym również mógł przestudiować tą księgę.-powiedział Ryo.
-No totalnie, znaczy to się może kiedyś przydać!-krzyknął Trey.
-Nie ma mowy, nawet jeśli ją przestudiujecie nie będziecie w stanie pokonać mojego Yoh!-burknęła Anna.
-Czemu powiedziała mojego?-zapytała szeptem Shi.
-Bo to jej narzeczony-powiedziała Hinata również szeptem.- Ty też możesz tak o Renie mówić.- twarz Shi miała kolor jej włosów.
-Yoh poprosimy jeszcze raz ,grzecznie, czy możemy proszę przestudiować Księgę Szamanów.
-Wiecie ze to może być bardzo intensywne?-zapytał Yoh.
-Bo do tej pory szliśmy po ścieżce z róż...-powiedział sarkastycznie Horo.
-Wiesz co jest dobre dla jeża jest też dobre dla jego kolców.-powiedział Ryo.
-Nie rozumiecie, to nie będzie tylko intensywne, ale i piekielnie niebezpieczne...-Anna założyła ręce na piersi.
-A rozumiem bo kolce to jest część jeża-zaśmiał się Yoh.- Dobra poczytajmy trochę-wyszczerzył się.
-Dlaczego nie zgodziłeś się od razu? Straciliśmy tylko czas.-Ren pokręcił głową. Anna otworzyła tunel i weszli tam.
-Nie mogę uwierzyć że wchodzą tam wszyscy...-skwitowała Anna.
-Im nie przeszkadza ze to prywatna sprawa Asakurów, im też nie chodzi o moc, są po prostu przyjaciółmi i chcą się nawzajem chronić...-powiedziała Jun, Anna lekko się uśmiechnęła.
-No to może powiedz, Anno, skąd znasz Hinate?-zapytała grzecznie Shi.
-Jest ona siostrą pierwszej żony Hao Asakury, oraz jedyną silniejszą od niego osobą... Jedyną zdolną go zabić... Ale nic poza tym... Piszą ze jej ciało zaginęło...
-Nie... Zmarłam w królestwie magów... stamtąd nie wynoszą ciał... Ani zwłoki się nie starzeją... Wszyscy ludzie wiedzieli o moim zadaniu i ułatwiali mnie, kiedy w końcu się zdecydowałam...
-Ale Shi też nam pomogła!-zaśmiał się Choco i zarzucił jej rękę na szyję. Delikatny uśmiech wykwitł na ustach czerwonookiej.
-A wy to kto?-zapytał Morty.
-A to co za ludzie?-zapytali równocześnie Mellody i komik od siedmiu boleści.
-Ten mały to Morty Oyamada, Ta rózowowłosa to Tamara Tamamuro, a blondi to Anna Kyoyama.-powiedziała Hinata.
-Jun!-ucieszyła się Shi i pobiegła ją przytulić. Starsza Tao wyglądała jak by zobaczyła słonie i hipopotamy tańczące balet na lodzie.
-A Ty to...?-zapytał Morty.
-To Hinata Tumiko.... Ale ty przecież jesteś...-zaczęła Anna.
-Trupem?-zaśmiała się krótkowłosa-czerwonowłosa.- Byłam, przez ostatnie 14 lat mieszkałam w ciele Shi.-dana osoba pomachała do Anny.- no a niedawno odzyskałam swoje. Ale przejdźmy do tego co na prawdę ważne.-Anna miała jeszcze dużo do powiedzenia i zapytania, ale stwierdziła ze będzie czas i opowiedziała im o księdze.
-Proszę pani, Anno, pokornie proszę żebym również mógł przestudiować tą księgę.-powiedział Ryo.
-No totalnie, znaczy to się może kiedyś przydać!-krzyknął Trey.
-Nie ma mowy, nawet jeśli ją przestudiujecie nie będziecie w stanie pokonać mojego Yoh!-burknęła Anna.
-Czemu powiedziała mojego?-zapytała szeptem Shi.
-Bo to jej narzeczony-powiedziała Hinata również szeptem.- Ty też możesz tak o Renie mówić.- twarz Shi miała kolor jej włosów.
-Yoh poprosimy jeszcze raz ,grzecznie, czy możemy proszę przestudiować Księgę Szamanów.
-Wiecie ze to może być bardzo intensywne?-zapytał Yoh.
-Bo do tej pory szliśmy po ścieżce z róż...-powiedział sarkastycznie Horo.
-Wiesz co jest dobre dla jeża jest też dobre dla jego kolców.-powiedział Ryo.
-Nie rozumiecie, to nie będzie tylko intensywne, ale i piekielnie niebezpieczne...-Anna założyła ręce na piersi.
-A rozumiem bo kolce to jest część jeża-zaśmiał się Yoh.- Dobra poczytajmy trochę-wyszczerzył się.
-Dlaczego nie zgodziłeś się od razu? Straciliśmy tylko czas.-Ren pokręcił głową. Anna otworzyła tunel i weszli tam.
-Nie mogę uwierzyć że wchodzą tam wszyscy...-skwitowała Anna.
-Im nie przeszkadza ze to prywatna sprawa Asakurów, im też nie chodzi o moc, są po prostu przyjaciółmi i chcą się nawzajem chronić...-powiedziała Jun, Anna lekko się uśmiechnęła.
-No to może powiedz, Anno, skąd znasz Hinate?-zapytała grzecznie Shi.
-Jest ona siostrą pierwszej żony Hao Asakury, oraz jedyną silniejszą od niego osobą... Jedyną zdolną go zabić... Ale nic poza tym... Piszą ze jej ciało zaginęło...
-Nie... Zmarłam w królestwie magów... stamtąd nie wynoszą ciał... Ani zwłoki się nie starzeją... Wszyscy ludzie wiedzieli o moim zadaniu i ułatwiali mnie, kiedy w końcu się zdecydowałam...
*Dzień w którym zginęła Hinata*
Jak zawsze na Kryształowym Wzgórzu było pięknie. Czerwonowłosa szła po ogrodzie szukając Hao, nie mogła go jednak znaleźć. Załamana usiadła na jednej z ławek, schowała twarz w dłoniach.
-Co się stało?-zapytała osoba której szukała. Spojrzała na niego.- Ślicznie Ci w tej sukience. -usiadł obok niej. Jej serce zabiło mocniej, a policzki spłonęły rumieńcem.
-Dziękuje...-powiedziała, No i co ma zrobić? Teraz jest idealny moment. Prawą ręką której Hao nie widział sięgnęła nóż ukryty w pasku. Trzęsła się, nie mogła nic zrobić sparaliżował ją strach. Nie, nie może się wahać i tak nie ma nic do stracenia, jej siostra zmarła przy porodzie, a ona nie ma nic... Szybko się zamachnęła, ale Hao złapał jej dłoń.
-Na prawdę myślałaś że z nikogo to nie wyduszę?-jego oczy były chłodne, nie wyrażały nic. Złapał drugą jej rękę i założył na środkowy palec pierścionek po siostrze.- Nie chcesz mnie zabić, prawda?- nie mogła uwierzyć, zdradzono ją? A teraz dają jej takie pytania. Hao powoli nachylił się nad nią i ją pocałował, wiedziała co się teraz stanie, ale nie chciała się bronić, po prostu zamknęła oczy i oddała swój pierwszy i ostatni pocałunek. Poczóła ogromny ból, jej serce było przebite nożem. Traciłą wiele krwi, ale zdołała coś wyszeptać.
-Zawsze wiedziała...-powiedziała słabo.- Że zginę przez uczucia do ciebie... I że ponury żniwiarz przyjdzie z twojej ręki...- jej głowa powoli opadła na jego ramie. Pogłaskał ją...
-Zawsze wiedziałem że to wiesz... Jesteś zbyt mądra... Wiedziałaś pewnie że nie dasz rady mnie zabić... Hinato...
*Teraźniejszość*
-To takie smutne!-zapłakała Jun. Hinata powstrzymywała łzy, przyzwyczaiła się do duszenia smutku w sobie. Shi podeszłą i przytuliła ja. Hinata jednak nie miała żalu o zabójstwo, miała wytrzymalszy organizm, ale nie udałoby się jej uratować swojego życia. Słyszała jeszcze jak Hao śpiewa jej kołysankę...
-Wracają...-powiedziała Anna patrząc na portal.
czwartek, 23 lipca 2015
12. Gothi
Shi szła zadowolona jako pierwsza. Miała na sobie białą bluzkę i krótkie spodenki w jasnym dżinsowym kolorze, jeszcze bardziej ich zdziwiło że zamiast czarnych tenisówek miała na nogach lekkie pół buty w kolorze białym z niebieskim kwiatkiem. Włosy związała i podpięła dużą spinką, tak że w kark było jej chłodniej. Yoh patrzył na Rena który nie mógł z niej spuścić wzroku, no i w końcu inni to zobaczyli.
-Hej Ren co się tak na nią patrzysz zakochałeś się?-zaśmiał się Choco. Wszyscy również zaczęli się chichrać.
-Lepiej by dla niego było...-powiedział jakiś chłopak. Spojrzeli na niego. Miał czarne włosy z czerwonymi pasemkami. Wszyscy wytrzeszczyli oczy. Szedł przez pustynie w glanach, grubym, czarnym ubraniem i bluzą, oczywiście czarna, no co jakiś czas były czerwone elementy.
-Nie jest Ci gorąco?-zapytał inteligentnie Ryo. Czerwone oczy ducha patrzyły prosto na nich.
-Jestem duchem, mam to w nosie...-Shi podbiegła do ducha.
-Shadow jak miło cię widzieć!-uśmiechnęła się do niego i przytuliła go. Kolec zazdrości wbił się w serce Rena. Oczywiście nie pokazał tego, ale uważnie obserwował stróża i szamankę. Weszli pomiędzy dwie skały. Rozmowy były wesołe i głośne, wywołujące śmiech. Nagle Shadow nastroszył swoje wyczulone zwierzęce uszy. Horo i Yoh kłócili się o mapę i nagle... Z góry spadła wielka zbroja.
-No Trey jak byśmy poszli w górę wpadlibyśmy prosto na tego kolesia...-powiedział Yoh.
-DO GÓRY NA MAPIE, A NIE W POWIETRZE!-wydarł się Horo.
-Przestańcie się kłócić!-krzyknęła Shi i spojrzała na dziewczyny. Znane nam Kannę, Mari i Matti.- Pięknie emo wróciło....-powiedziała niezadowolona.
-Nie obrażaj emo!-wtrącił Shadow. Jednak zza dziewczyn wyszły dwie inne dziewczyny. Jedna miała krótkie różowe włosy i turkusowe oczy, a druga białe włosy splecione w warkocz i szare oczy. Obie miały na sobie mundurek z Hogwartu. Mellody wyjęła różdżkę i patrzyła na dwie dziewczyny.
-No, no, no... Wiedźma? Nieźle...-powiedziała różowowłosa.
-Jak się nazywasz?-zapytała przyjaźnie białowłosa.
-Shi, tyle musisz wiedzieć! A teraz nazwiska!
-Ja jestem Imogen Malfoy, a To Lexy Biget. Nie przypuszczałam że znajdziemy u nich wiedźmę...-dodała białowłosa. Czerwonowłosa spojrzała na listę "Voldemortowców"* Oba nazwiska były na liście. Shi wyjęła coś i pokazała w stronę dziewcząt.
-Jako auror w imię Ministerstwa Magii proszę o odłożenie różdżek i udanie się na dobrowolne przesłuchanie w sprawie odrodzenia Czarnego Pana.-powiedziała uprzejmie.
-Ta.... To będzie... Nie!!!-krzyknęła Lexy i strzeliła w młodą Asanaki.- Avada Kedavra!
-Protego totalum!-bariera utworzyła się i zniwelowała działanie zaklęcia.-Neko forma ducha do różdżki.-szepnęła, a duch posłusznie wykonał rozkaz.- Expeliarmus!-trafiła w Imogen, ale Lexy odskoczyła. Czerwonooka zawarczała, po chwili usłyszała odgłosy bitwy. Z przerażeniem patrzyła na obraz jakim był wielki łomot jaki dostawali chłopcy.
-Co? Martwisz się o nich?-usłyszała głos różowowłosej.- Nie martw się i tak zginą kiedy Voldemort powróci!.-zaśmiała się i krzyknęła- Crucio.
-Protego!-obroniła się Shi.-Drentwota!-trafiła w dziewczynę. Uradowana szybko się odwróciła by pomóc chłopcom, ale było to niepotrzebne gdyż pomogła im blondynka. Za nią stały Shikigami, zaciekawiła się tym faktem, ale nie zapomniała by zabrać dziewczyną różdżki. Potem podbiegła, gothi się teleportowały tak samo jak czarownice.
-Kurde zwiały...-powiedziała niezadowolona. Potem spojrzała na wybawicielkę chłopców.
Hinata siedziała na jednym z kamieni. Nie mogła uwierzyć w to co widzi. Anna bowiem była niezwykle podobna do matki Hao. Zastanawiała się o co tu chodzi, ale nie było jej dane się domyślić bo przecież nie mogła kazać dłużej Shi być samej.
*Voldemortowcy- Niewielkie pozostałości po czarodziejach którzy byli sprzymierzeńcami Czarnego Pana, są to głównie ich dzieci.
-Hej Ren co się tak na nią patrzysz zakochałeś się?-zaśmiał się Choco. Wszyscy również zaczęli się chichrać.
-Lepiej by dla niego było...-powiedział jakiś chłopak. Spojrzeli na niego. Miał czarne włosy z czerwonymi pasemkami. Wszyscy wytrzeszczyli oczy. Szedł przez pustynie w glanach, grubym, czarnym ubraniem i bluzą, oczywiście czarna, no co jakiś czas były czerwone elementy.
-Nie jest Ci gorąco?-zapytał inteligentnie Ryo. Czerwone oczy ducha patrzyły prosto na nich.
-Jestem duchem, mam to w nosie...-Shi podbiegła do ducha.
-Shadow jak miło cię widzieć!-uśmiechnęła się do niego i przytuliła go. Kolec zazdrości wbił się w serce Rena. Oczywiście nie pokazał tego, ale uważnie obserwował stróża i szamankę. Weszli pomiędzy dwie skały. Rozmowy były wesołe i głośne, wywołujące śmiech. Nagle Shadow nastroszył swoje wyczulone zwierzęce uszy. Horo i Yoh kłócili się o mapę i nagle... Z góry spadła wielka zbroja.
-No Trey jak byśmy poszli w górę wpadlibyśmy prosto na tego kolesia...-powiedział Yoh.
-DO GÓRY NA MAPIE, A NIE W POWIETRZE!-wydarł się Horo.
-Przestańcie się kłócić!-krzyknęła Shi i spojrzała na dziewczyny. Znane nam Kannę, Mari i Matti.- Pięknie emo wróciło....-powiedziała niezadowolona.
-Nie obrażaj emo!-wtrącił Shadow. Jednak zza dziewczyn wyszły dwie inne dziewczyny. Jedna miała krótkie różowe włosy i turkusowe oczy, a druga białe włosy splecione w warkocz i szare oczy. Obie miały na sobie mundurek z Hogwartu. Mellody wyjęła różdżkę i patrzyła na dwie dziewczyny.
-No, no, no... Wiedźma? Nieźle...-powiedziała różowowłosa.
-Jak się nazywasz?-zapytała przyjaźnie białowłosa.
-Shi, tyle musisz wiedzieć! A teraz nazwiska!
-Ja jestem Imogen Malfoy, a To Lexy Biget. Nie przypuszczałam że znajdziemy u nich wiedźmę...-dodała białowłosa. Czerwonowłosa spojrzała na listę "Voldemortowców"* Oba nazwiska były na liście. Shi wyjęła coś i pokazała w stronę dziewcząt.
-Jako auror w imię Ministerstwa Magii proszę o odłożenie różdżek i udanie się na dobrowolne przesłuchanie w sprawie odrodzenia Czarnego Pana.-powiedziała uprzejmie.
-Ta.... To będzie... Nie!!!-krzyknęła Lexy i strzeliła w młodą Asanaki.- Avada Kedavra!
-Protego totalum!-bariera utworzyła się i zniwelowała działanie zaklęcia.-Neko forma ducha do różdżki.-szepnęła, a duch posłusznie wykonał rozkaz.- Expeliarmus!-trafiła w Imogen, ale Lexy odskoczyła. Czerwonooka zawarczała, po chwili usłyszała odgłosy bitwy. Z przerażeniem patrzyła na obraz jakim był wielki łomot jaki dostawali chłopcy.
-Co? Martwisz się o nich?-usłyszała głos różowowłosej.- Nie martw się i tak zginą kiedy Voldemort powróci!.-zaśmiała się i krzyknęła- Crucio.
-Protego!-obroniła się Shi.-Drentwota!-trafiła w dziewczynę. Uradowana szybko się odwróciła by pomóc chłopcom, ale było to niepotrzebne gdyż pomogła im blondynka. Za nią stały Shikigami, zaciekawiła się tym faktem, ale nie zapomniała by zabrać dziewczyną różdżki. Potem podbiegła, gothi się teleportowały tak samo jak czarownice.
-Kurde zwiały...-powiedziała niezadowolona. Potem spojrzała na wybawicielkę chłopców.
Hinata siedziała na jednym z kamieni. Nie mogła uwierzyć w to co widzi. Anna bowiem była niezwykle podobna do matki Hao. Zastanawiała się o co tu chodzi, ale nie było jej dane się domyślić bo przecież nie mogła kazać dłużej Shi być samej.
*Voldemortowcy- Niewielkie pozostałości po czarodziejach którzy byli sprzymierzeńcami Czarnego Pana, są to głównie ich dzieci.
11. Nocą...
-Hinata!-krzyknęła po raz kolejny zmartwiona Shi. Szukałą przyjaciółki wokół całego obozu, ale nie mogła jej znaleźć. Martwiła się o nią, mag był częścią niej, zawsze był przy niej, a teraz? Czuła się samotna... Jak by wewnątrz niej była ogromna pustka. Z wielkim westchnięciem wróciła do obozu. Zastałą tam jedzących kolację chłopców. Uśmiechnęła się lekko i usiadła na swoim śpiworze. Ryo spojrzał w jej stronę i wstał.
-Jak szukałaś Hinaty ona tu wróciła i powiedziała że na trochę znika.-uśmiechnął się do niej ciepło. Odwzajemniła go i położyła się do śpiwora. Pomimo że leżała w śpiworze bardzo długo nie mogła zasnąć.
Ren obudził się w nocy, nie wiedział czemu, ani po co. Usiadł i rozejrzał się. Jak zwykle Yoh, Horo i Ryo spali niczym zabici, za to śpiwór Mellody był pusty. Zdziwiło go to. Wstał i uważając żeby nie obudzić Choco, który w śnie jest czujny jak drapieżnik, przynajmniej jedna zaleta, poszedł jej poszukać. Znalazł ją dość szybko, siedziała na małej skale. Jej długie włosy powiewały na wietrze. Zaczęła się też inaczej ubierać odkąd Hinata miała własne ciało. O wiele za krótkie spódniczki zastąpiły nie aż tak krótkie, lub krótkie spodenki, nosiła też czasem sukienki. Buty ze względu na podłoże były tenisówkami lub adidasami. Bluzki były na ramiączka, ale nie z dekoltem do pasa. Ale i tak dziewczyna była niezwykle atrakcyjna. Ren nie mógł od niej oderwać wzroku. Ich rozmowy ograniczały się do pytań "która godzina", "ile chcesz jedzenia", "co na kolację" i tym podobne. Westchnął i podszedł do niej. Usiadł obok niej. Spojrzała na niego swoimi czerwonymi oczami.
-Nic Ci nie jest?-zapytał ja. Uśmiechnęła się delikatnie, nie wiedziała czemu pyta, ale wmówiła sobie że się o nią martwi.
-Nie, nic mi nie jest, dzięki ze pytasz.-powiedziała. Nie mogła się oprzeć pokusie i położyła głowę na jego ramieniu. Chłopak poczerwieniał, nie wiedział co ma zrobić. Wiec po prostu siedział.
-Księżyc jest taki piękny...-powiedziała w końcu dziewczyna. Ren spojrzał na srebrną tarczę księżyca zawsze uważał ze księżyc i gwiazdy są piękne, Spojrzał na nią kontem oka i nie mógł uwierzyć w to co widzi. Dziewczyna wyglądała niczym piękna służka bogów(typu greckich bogów) zwłaszcza ze dziś założyła białą sukienkę do kolan. Jej długie włosy kołysały się lekko, a oczy były pełne zachwytu patrząc w nocne niebo. Wydawało mu się że gdy jej dotknie zniknie, że jeśli coś powie, ta piękna istota spłoszy się i ucieknie. W końcu zobaczył jej czerwone tęczówki wpatrujące się w niego. Oczy Hinaty były koloru niczym ogień, lecz oczy Mellody miały kolor czerwonej róży. Kosmyk włosów opadł jej na twarz. Ren bez namysłu poprawił go. Uśmiechnęła się do niego, a on oddał ten uśmiech, nigdy w życiu nie uśmiechał się tak delikatnie. Dziewczyna zamknęła oczy i zasnęła z głową na jego ramieniu, a on nie miał miał sumienia, ani ochoty jej budzić.
Hinata biegła przez jakieś ruiny. Podskoczyła i wdrapała się na wyższe piętro. Wbiegła do zniszczonej, kiedyś na pewno wspaniałej, sali tronowej. Resztki kamiennego tronu stały na środku sali. Podeszła i dotknęła ręką kamień. Uśmiechnęła się na wspomnienia wspaniałego króla w masce wilka który zaprosił ją i Hao na ucztę kiedy zgubili się podczas wędrówki. To tutaj właśnie umarła... W tym pałacu... Poszła w stronę dawnego ogrodu. Nie mogła uwierzyć... Ogród w przeciwieństwie do reszty pałacu był taki jak dawniej, krzewy róż, pełno kwiatów, ławki, a na środku wielki podest pełen różnokolorowych lilii. A w środku jej prawdziwe ciało w takim stanie jak wtedy gdy zginęła, spokojna mina, zamknięte oczy blada cera i usta jak zawsze idealnie czerwone, wygladała jak by spałą... W kwiatach była tabliczka. Podeszła i przeczytała "Tu leży Hinata Tumiko najpotężniejszy mag w historii oraz największa miłość jej mordercy, który ma nadzieję że kiedyś dostanie przebaczenie od tej wyjątkowej dziewczyny" Pogładziła tabliczkę. Westchnęła i spojrzała na podłogę... Jej torba leżała oparta o prawy kont podestu. Złapała ją i przeszukała, wszystko było tam gdzie powinno. Uśmiechnęła się i popatrzyła jeszcze raz na swoje ciało.
-Już dawno Ci wybaczyłem.-szepnęła i odeszła. Po chwili zza kolumny wyszedł Hao.
-Mogłem się domyśleć że dowie się że tu jestem...-popatrzył na podest. Podszedł, wsadził w zimne dłonie trzy lilie czerwoną, różową i białą, te które kochała najbardziej i odszedł z delikatnym uśmiechem.
-Jak szukałaś Hinaty ona tu wróciła i powiedziała że na trochę znika.-uśmiechnął się do niej ciepło. Odwzajemniła go i położyła się do śpiwora. Pomimo że leżała w śpiworze bardzo długo nie mogła zasnąć.
Ren obudził się w nocy, nie wiedział czemu, ani po co. Usiadł i rozejrzał się. Jak zwykle Yoh, Horo i Ryo spali niczym zabici, za to śpiwór Mellody był pusty. Zdziwiło go to. Wstał i uważając żeby nie obudzić Choco, który w śnie jest czujny jak drapieżnik, przynajmniej jedna zaleta, poszedł jej poszukać. Znalazł ją dość szybko, siedziała na małej skale. Jej długie włosy powiewały na wietrze. Zaczęła się też inaczej ubierać odkąd Hinata miała własne ciało. O wiele za krótkie spódniczki zastąpiły nie aż tak krótkie, lub krótkie spodenki, nosiła też czasem sukienki. Buty ze względu na podłoże były tenisówkami lub adidasami. Bluzki były na ramiączka, ale nie z dekoltem do pasa. Ale i tak dziewczyna była niezwykle atrakcyjna. Ren nie mógł od niej oderwać wzroku. Ich rozmowy ograniczały się do pytań "która godzina", "ile chcesz jedzenia", "co na kolację" i tym podobne. Westchnął i podszedł do niej. Usiadł obok niej. Spojrzała na niego swoimi czerwonymi oczami.
-Nic Ci nie jest?-zapytał ja. Uśmiechnęła się delikatnie, nie wiedziała czemu pyta, ale wmówiła sobie że się o nią martwi.
-Nie, nic mi nie jest, dzięki ze pytasz.-powiedziała. Nie mogła się oprzeć pokusie i położyła głowę na jego ramieniu. Chłopak poczerwieniał, nie wiedział co ma zrobić. Wiec po prostu siedział.
-Księżyc jest taki piękny...-powiedziała w końcu dziewczyna. Ren spojrzał na srebrną tarczę księżyca zawsze uważał ze księżyc i gwiazdy są piękne, Spojrzał na nią kontem oka i nie mógł uwierzyć w to co widzi. Dziewczyna wyglądała niczym piękna służka bogów(typu greckich bogów) zwłaszcza ze dziś założyła białą sukienkę do kolan. Jej długie włosy kołysały się lekko, a oczy były pełne zachwytu patrząc w nocne niebo. Wydawało mu się że gdy jej dotknie zniknie, że jeśli coś powie, ta piękna istota spłoszy się i ucieknie. W końcu zobaczył jej czerwone tęczówki wpatrujące się w niego. Oczy Hinaty były koloru niczym ogień, lecz oczy Mellody miały kolor czerwonej róży. Kosmyk włosów opadł jej na twarz. Ren bez namysłu poprawił go. Uśmiechnęła się do niego, a on oddał ten uśmiech, nigdy w życiu nie uśmiechał się tak delikatnie. Dziewczyna zamknęła oczy i zasnęła z głową na jego ramieniu, a on nie miał miał sumienia, ani ochoty jej budzić.
Hinata biegła przez jakieś ruiny. Podskoczyła i wdrapała się na wyższe piętro. Wbiegła do zniszczonej, kiedyś na pewno wspaniałej, sali tronowej. Resztki kamiennego tronu stały na środku sali. Podeszła i dotknęła ręką kamień. Uśmiechnęła się na wspomnienia wspaniałego króla w masce wilka który zaprosił ją i Hao na ucztę kiedy zgubili się podczas wędrówki. To tutaj właśnie umarła... W tym pałacu... Poszła w stronę dawnego ogrodu. Nie mogła uwierzyć... Ogród w przeciwieństwie do reszty pałacu był taki jak dawniej, krzewy róż, pełno kwiatów, ławki, a na środku wielki podest pełen różnokolorowych lilii. A w środku jej prawdziwe ciało w takim stanie jak wtedy gdy zginęła, spokojna mina, zamknięte oczy blada cera i usta jak zawsze idealnie czerwone, wygladała jak by spałą... W kwiatach była tabliczka. Podeszła i przeczytała "Tu leży Hinata Tumiko najpotężniejszy mag w historii oraz największa miłość jej mordercy, który ma nadzieję że kiedyś dostanie przebaczenie od tej wyjątkowej dziewczyny" Pogładziła tabliczkę. Westchnęła i spojrzała na podłogę... Jej torba leżała oparta o prawy kont podestu. Złapała ją i przeszukała, wszystko było tam gdzie powinno. Uśmiechnęła się i popatrzyła jeszcze raz na swoje ciało.
-Już dawno Ci wybaczyłem.-szepnęła i odeszła. Po chwili zza kolumny wyszedł Hao.
-Mogłem się domyśleć że dowie się że tu jestem...-popatrzył na podest. Podszedł, wsadził w zimne dłonie trzy lilie czerwoną, różową i białą, te które kochała najbardziej i odszedł z delikatnym uśmiechem.
środa, 22 lipca 2015
10. Romantyczny moment
Odkąd Hinata miała własne ciało było o wiele lepiej. Kiedy mag( Hinata nie jest szamanem, ani wiedźmą bo nie korzysta z różdżki itp. wiec jest magiem jak by ktoś pytał^^) się wnerwiał, to Shi ją uspokajała. Szli spokojnie, co jakiś czas się zatrzymując się by coś zjeść. Teraz na prawdę poznali Mellody, była ona urocza, słodka i miła. Kiedy się uśmiechała stopiłaby nawet najtwardsze serce, nawet Ren zaczął z nią rozmawiać, czego wcześniej często nie robił. Dziewczyna była świetna kucharką, potrafiła ślicznie śpiewać, o czym przekonali się kiedy zapomniała że jest wśród ludzi z słuchawkami od MP3 na głowie. Była inteligentna i wesoła. Hinata była wredna, niemiła i łatwo się denerwowała, były one tak różne jak noc i dzień.
Jak zawsze szli po piasku. Shi rozmawiała z Ryo i Horo, a Hinata w milczeniu szła koło Yoh. Chłopak zastanawiał się nad czym tak myśli, zawsze miała zamyśloną minę i nieobecny wzrok, nigdy nie słuchała. Młody Asakura miał niejasne przeczucie że myślała ona o Hao, nie mylił się. Ciągle wspominała jego twarz. Była identyczna jak wtedy kiedy żył po raz pierwszy i miał 14 lat... Jego głos się nie zmienił, oczy też mu zostały takie same, czarne niczym pióra kruka, a pomimo to wzbudzały zaufanie. Zawsze kiedy w nie patrzyła miała wrażenie ze czas się zatrzymał, że nic nie może jej się stać, wciągały ja. Nawet włosy miał tej samej długości. Zawsze się śmiała że on ma dłuższe włosy niż ona i że to czerwonooka mu plecie warkocze, zamiast on jej , chociaż kiedy się uparł i on popisywał się talentem fryzjerskim. Zawsze czułą się przy nim bezpiecznie, a teraz ma z nim walczyć, to jak walka z samym sobą. Od dawna wiedziała ze kiedyś nadejdzie dzień ponownego spotkania... Ponownej walki, ale nie przypuszczała że będzie to aż tak trudne.
-Hinata?-Shi złapała ją za ramie. Krótkowłosa zamrugała gwałtownie jak by została wybudzona ze snu. Spojrzała w podobne do swoich oczu. Mellody lekko się uśmiechnęła.- Jest już późno, rozbijamy obóz i robimy kolację, ale jak chcesz to możesz jeszcze pochodzić.- wzrok Tumiko wyrażał wdzięczność. Przez tyle lat obie dobrze się poznały, bez słowa wiedziały czego druga potrzebuje, boi się, dlaczego podjęła taką a nie inną decyzję...
Krótkie, czerwone włosy były rozwiewane przez wiatr. W czerwonych oczach odbijał się blask księżyca. Powoli położyła się na miękkim piasku, wiatr znowu zawiał. Uśmiechnęła się i otworzyła wcześniej zamknięte oczy. Nad nią siedział Hao uśmiechając się. Natychmiast się odsunęła, patrzyła na niego z niewielkiej odległości. Był bez swojej pelerynki, a jak wiadomo jest on w klubie "koszulkom mówimy nie" więc...
-Czego tu chcesz?-powiedziała niezadowolona z jego wizyty Tumiko.
-Zobaczyć cię...-odparł, przysunął się i usiadł dokładnie koło niej. Znajomy zapach uderzył jej nozdrza, pokręciła lekko głową. No może i była szczęśliwa że przyszedł, ale nie zapominała o niczym.
-Masz ochotę znowu mnie zabić?-warknęła pytająco. Ku jej zdziwieniu chłopak mocno ją przytulił.
-Przepraszam za tamto.-usłyszała jego miękki głos, jego ton sprawił ze przeszły ją dreszcze. Nie wiedziała co zrobić. Od ognistego szamana biło ciepło, nie mogła się powstrzymać i również go przytuliła. "Ani trochę się nie zmieniłeś, ognisty chłopaku" pomyślała. Nazywała go tak kiedy była mała. Hao delikatnie złapał jej podbródek i uniósł go delikatnie do góry. Nic jednak nie zrobił, jak by czekał na jej pozwolenie. Dziewczyna w końcu uległa i zamknęła swoje ogniste oczy. Wtedy poczuła delikatny pocałunek, jak by ledwo dotykał jej warg, ale potem całował pewniej i mocniej. Przyciągnął ją do siebie kładąc jedna rękę na jej tali, a drugą na jej karku, dziewczyna położyła ręce na jego policzkach i nieśmiało oddała pocałunek. Nic jej już nie obchodziło, gdyby ją zabił umarłaby z uśmiechem na ustach. W końcu odsunął się lekko od dziewczyny. Ta jednak nie otworzyła oczu, usta miała delikatne i czerwone, cerę blado-mleczną, księżyc oświetlał lekko jej twarz. Wyglądała spokojnie, niczym anioł, jej krótka sukienka rozwiewała się na wietrze, tak jak włosy. Chłopak niepewnie pogłaskał jej polik. Delikatnie otworzyła oczy i patrzyła prosto na niego, jej przepiękne tęczówki wręcz lśniły na tle gwieździstego nieba. Powoli go pocałowała. Był to najdelikatniejszy i najsłodszy pocałunek jakim kiedykolwiek go obdarowano. Dziewczyna pachniała niczym lilie które zawsze tak kochała, wiedział też że kochała go bardzo mocno, on też ją kochał, ale zniszczył to zabijając ją...
-Kocham cię...-szepnął do jej ucha i zniknął w płomieniach. Hinata oparła się rękoma o piasek by nie upaść. Uśmiechnęła się i otworzyła oczy.
-Wiesz że ja ciebie też....
Specjalna dedykacja dla Zeke'a od Dary
Jak zawsze szli po piasku. Shi rozmawiała z Ryo i Horo, a Hinata w milczeniu szła koło Yoh. Chłopak zastanawiał się nad czym tak myśli, zawsze miała zamyśloną minę i nieobecny wzrok, nigdy nie słuchała. Młody Asakura miał niejasne przeczucie że myślała ona o Hao, nie mylił się. Ciągle wspominała jego twarz. Była identyczna jak wtedy kiedy żył po raz pierwszy i miał 14 lat... Jego głos się nie zmienił, oczy też mu zostały takie same, czarne niczym pióra kruka, a pomimo to wzbudzały zaufanie. Zawsze kiedy w nie patrzyła miała wrażenie ze czas się zatrzymał, że nic nie może jej się stać, wciągały ja. Nawet włosy miał tej samej długości. Zawsze się śmiała że on ma dłuższe włosy niż ona i że to czerwonooka mu plecie warkocze, zamiast on jej , chociaż kiedy się uparł i on popisywał się talentem fryzjerskim. Zawsze czułą się przy nim bezpiecznie, a teraz ma z nim walczyć, to jak walka z samym sobą. Od dawna wiedziała ze kiedyś nadejdzie dzień ponownego spotkania... Ponownej walki, ale nie przypuszczała że będzie to aż tak trudne.
-Hinata?-Shi złapała ją za ramie. Krótkowłosa zamrugała gwałtownie jak by została wybudzona ze snu. Spojrzała w podobne do swoich oczu. Mellody lekko się uśmiechnęła.- Jest już późno, rozbijamy obóz i robimy kolację, ale jak chcesz to możesz jeszcze pochodzić.- wzrok Tumiko wyrażał wdzięczność. Przez tyle lat obie dobrze się poznały, bez słowa wiedziały czego druga potrzebuje, boi się, dlaczego podjęła taką a nie inną decyzję...
Krótkie, czerwone włosy były rozwiewane przez wiatr. W czerwonych oczach odbijał się blask księżyca. Powoli położyła się na miękkim piasku, wiatr znowu zawiał. Uśmiechnęła się i otworzyła wcześniej zamknięte oczy. Nad nią siedział Hao uśmiechając się. Natychmiast się odsunęła, patrzyła na niego z niewielkiej odległości. Był bez swojej pelerynki, a jak wiadomo jest on w klubie "koszulkom mówimy nie" więc...
-Czego tu chcesz?-powiedziała niezadowolona z jego wizyty Tumiko.
-Zobaczyć cię...-odparł, przysunął się i usiadł dokładnie koło niej. Znajomy zapach uderzył jej nozdrza, pokręciła lekko głową. No może i była szczęśliwa że przyszedł, ale nie zapominała o niczym.
-Masz ochotę znowu mnie zabić?-warknęła pytająco. Ku jej zdziwieniu chłopak mocno ją przytulił.
-Przepraszam za tamto.-usłyszała jego miękki głos, jego ton sprawił ze przeszły ją dreszcze. Nie wiedziała co zrobić. Od ognistego szamana biło ciepło, nie mogła się powstrzymać i również go przytuliła. "Ani trochę się nie zmieniłeś, ognisty chłopaku" pomyślała. Nazywała go tak kiedy była mała. Hao delikatnie złapał jej podbródek i uniósł go delikatnie do góry. Nic jednak nie zrobił, jak by czekał na jej pozwolenie. Dziewczyna w końcu uległa i zamknęła swoje ogniste oczy. Wtedy poczuła delikatny pocałunek, jak by ledwo dotykał jej warg, ale potem całował pewniej i mocniej. Przyciągnął ją do siebie kładąc jedna rękę na jej tali, a drugą na jej karku, dziewczyna położyła ręce na jego policzkach i nieśmiało oddała pocałunek. Nic jej już nie obchodziło, gdyby ją zabił umarłaby z uśmiechem na ustach. W końcu odsunął się lekko od dziewczyny. Ta jednak nie otworzyła oczu, usta miała delikatne i czerwone, cerę blado-mleczną, księżyc oświetlał lekko jej twarz. Wyglądała spokojnie, niczym anioł, jej krótka sukienka rozwiewała się na wietrze, tak jak włosy. Chłopak niepewnie pogłaskał jej polik. Delikatnie otworzyła oczy i patrzyła prosto na niego, jej przepiękne tęczówki wręcz lśniły na tle gwieździstego nieba. Powoli go pocałowała. Był to najdelikatniejszy i najsłodszy pocałunek jakim kiedykolwiek go obdarowano. Dziewczyna pachniała niczym lilie które zawsze tak kochała, wiedział też że kochała go bardzo mocno, on też ją kochał, ale zniszczył to zabijając ją...
-Kocham cię...-szepnął do jej ucha i zniknął w płomieniach. Hinata oparła się rękoma o piasek by nie upaść. Uśmiechnęła się i otworzyła oczy.
-Wiesz że ja ciebie też....
Specjalna dedykacja dla Zeke'a od Dary
9.Świat zwariował...
Wszyscy patrzyli na naszego kochanego Haosia jak na wariata, ale wiedzieli ze ktoś jeszcze tutaj był, przecież kamienie same nie tworzą grobowca, ani ogniste lisy nie pojawiają się znikąd. Starszy Asakura szukał wzrokiem dziewczyny. Było to jednak na nic... Nagle niczym buszmen ktoś go zaatakował. Powalił ognistego szamana na ziemię i spojrzał w jego zimne oczy.
-Nadal mają kolor ognistej czerwieni...-powiedział chłopak. Hinata patrzyła na niego, jej serce biło jak oszalałe. Właśnie to denerwowało ją najbardziej, ale do tego... kiedy patrzyła w jego oczy... Czuła się jak by wchodziła w czarną dziurę. Hao wstał i stał teraz twarzą w twarz z byłą ukochaną. Zbliżył się do niej i pocałował ja. Wtedy dziewczyna się otrząsnęła i przywaliła mu z liścia w tą jego gębę. Szybko wytarła usta jak by się brzydziła. Chłopak dotknął bolący polik, po chwili się zaśmiał.
-Nadal jesteś taka uparta... Przecież wiem że tego chcesz.-powiedział i dotknął jej włosów, wtedy dwa wielkie kamienie uderzyły go.
-Nie dotykaj mnie swoimi brudnymi od krwi łapami!-warknęła.
-Ktoś ty?-zapytał inteligentnie Choco. Nie ma co on to ma wyczucie.
-Nazywam się Hinata Tumiko... Moja dusza ma 1500 lat, do tond opetywałam...jest takie słowo? A nie ważna. Opetywałam Shi która teraz jest nieprzytomna i niech ktoś do niej idzie.
-Nic nie rozumiem....-odparł Horo, a wszyscy się do niego przyłączyli.
-Nie ważne...-odparła Hinata i spojrzała na podnoszącego się długowłosego.
-Nie mogę uwierzyć że aż tak dojrzałaś, stałaś się silna... Dla tego to ty miałaś mnie zabić...- wszyscy byli zszokowani.
-J...jak to?-zapytali zszokowani. Nawet Aqua i Luchost byli zaskoczeni.
-A zamknij mordę i idź się utopić w magmie.- przywaliła mu w twarz, chciała. Hao złapał jej rękę i przeciągnął ją do siebie. Dziewczyna walczyła w duchu widok jego twarzy... sprawiał ze chciała płakać ze szczęścia, jego głos.. Był taki jaki był... Zawsze dumny i spokojny. Teraz czuła jego ciepło, miała ochotę się w niego wtulić, pocałować go. Hao oczywiście to wiedział i wykorzystywał to. Hinata w końcu kopnęła to w kolano i odskoczyła. Młody Asakura przeklął głośno, uwolnił swoich popleczników i zaatakowali ich wszyscy na raz. Walka pomiędzy nimi była wręcz nierówna, Aqua atakowała ile się dało, miała ochotę zabić Hinatę, dziewczyna od dawna kochała swojego mistrza, ale wiedziała ze nie ma szans. Ciało krótkowłosej było jeszcze słabe. Hao odszedł, a jego poplecznicy mieli dać im nauczkę.
Luchist zadowolony widokiem leżących przeciwników chciał odejść, ale niebieskooka nie miała takiego zamiaru. W jej ręce pojawił się kunai. Dziewczyna bowiem uczyła się sztuki ninja.
-Kolejna fanka Naruto...-pomimo trudnej sytuacji humor nie opuszczał Hinaty. Była wręcz nad wyraz spokojna.
-Co cię tak bawi?!-wydarła się Aqua.
-Drentwota!!!!-niebeiskowłosa stanęła jak kamień nie mogła nic zrobić. Spojrzeli w stronę budynku. W dziurze stałą Shi z różdżko wycelowaną w dziewczynę. Po chwili skierowała ją w stronę wysokiego faceta. Powtórzyła zaklęcie i zbiegła do nich.
-Nic wam nie jest?-zapytała zmartwiona.
-Coś ty jej zrobiła!?-zapytał zmartwiony Horo.
-Ona jest miła! Nie martw się Mellody jakoś to będzie!-przytulił ją i głaskał.
-Ale to ciągle Hinata mówiła... Ją znacie, nie mnie...-powiedziała, ale przytuleniem nie gardziła.
-Na prawdę?-zdziwił się Horo i odsunął się czerwony nie wiadomo czy ze wstydu że nie pomyślał, czy dla tego ze właśnie przytulał śliczną dziewczynę. Shi zaśmiała się wesoło.
-Dobra, koniec tego... Napraw ten budynek, lulu i spać... Jutro ruszamy o 7 rano.- Hinata wstała i otrzepała się z piasku.
-Ej! Kto zrobił cię na...-zaczął Choco.
-Ale ona ma rację!-wtrąciła długowłosa.- Zostało wam niewiele czasu musicie się pośpieszyć bo nie zdążycie i żaden z was nawet nie dostanie szansy zostania królem...-powiedziała i spojrzała tak proszącymi oczami ze nie było szans żeby jej nie posłuchali. Hinata złapała chłopców za kołnierze i pociągnęła do budynku, no wszystkich poza Renem. Mellody naprawiła budynek i schowała różdżkę w pochwę w pasku. Ren podał jej rękę by było jej łatwiej wstać. Uśmiechnęła się z wdzięcznością i skorzystała z pomocy.
-Dziękuje.-powiedziała z uśmiechem.- No to... Dobranoc.-powiedziała, pocałowała go w polik i poszła do pokoju. Ren stał ogłupiały, w końcu dotknął polika, poczerwieniał, prychnął i poszedł do swojego pokoju.
-Nadal mają kolor ognistej czerwieni...-powiedział chłopak. Hinata patrzyła na niego, jej serce biło jak oszalałe. Właśnie to denerwowało ją najbardziej, ale do tego... kiedy patrzyła w jego oczy... Czuła się jak by wchodziła w czarną dziurę. Hao wstał i stał teraz twarzą w twarz z byłą ukochaną. Zbliżył się do niej i pocałował ja. Wtedy dziewczyna się otrząsnęła i przywaliła mu z liścia w tą jego gębę. Szybko wytarła usta jak by się brzydziła. Chłopak dotknął bolący polik, po chwili się zaśmiał.
-Nadal jesteś taka uparta... Przecież wiem że tego chcesz.-powiedział i dotknął jej włosów, wtedy dwa wielkie kamienie uderzyły go.
-Nie dotykaj mnie swoimi brudnymi od krwi łapami!-warknęła.
-Ktoś ty?-zapytał inteligentnie Choco. Nie ma co on to ma wyczucie.
-Nazywam się Hinata Tumiko... Moja dusza ma 1500 lat, do tond opetywałam...jest takie słowo? A nie ważna. Opetywałam Shi która teraz jest nieprzytomna i niech ktoś do niej idzie.
-Nic nie rozumiem....-odparł Horo, a wszyscy się do niego przyłączyli.
-Nie ważne...-odparła Hinata i spojrzała na podnoszącego się długowłosego.
-Nie mogę uwierzyć że aż tak dojrzałaś, stałaś się silna... Dla tego to ty miałaś mnie zabić...- wszyscy byli zszokowani.
-J...jak to?-zapytali zszokowani. Nawet Aqua i Luchost byli zaskoczeni.
-A zamknij mordę i idź się utopić w magmie.- przywaliła mu w twarz, chciała. Hao złapał jej rękę i przeciągnął ją do siebie. Dziewczyna walczyła w duchu widok jego twarzy... sprawiał ze chciała płakać ze szczęścia, jego głos.. Był taki jaki był... Zawsze dumny i spokojny. Teraz czuła jego ciepło, miała ochotę się w niego wtulić, pocałować go. Hao oczywiście to wiedział i wykorzystywał to. Hinata w końcu kopnęła to w kolano i odskoczyła. Młody Asakura przeklął głośno, uwolnił swoich popleczników i zaatakowali ich wszyscy na raz. Walka pomiędzy nimi była wręcz nierówna, Aqua atakowała ile się dało, miała ochotę zabić Hinatę, dziewczyna od dawna kochała swojego mistrza, ale wiedziała ze nie ma szans. Ciało krótkowłosej było jeszcze słabe. Hao odszedł, a jego poplecznicy mieli dać im nauczkę.
Luchist zadowolony widokiem leżących przeciwników chciał odejść, ale niebieskooka nie miała takiego zamiaru. W jej ręce pojawił się kunai. Dziewczyna bowiem uczyła się sztuki ninja.
-Kolejna fanka Naruto...-pomimo trudnej sytuacji humor nie opuszczał Hinaty. Była wręcz nad wyraz spokojna.
-Co cię tak bawi?!-wydarła się Aqua.
-Drentwota!!!!-niebeiskowłosa stanęła jak kamień nie mogła nic zrobić. Spojrzeli w stronę budynku. W dziurze stałą Shi z różdżko wycelowaną w dziewczynę. Po chwili skierowała ją w stronę wysokiego faceta. Powtórzyła zaklęcie i zbiegła do nich.
-Nic wam nie jest?-zapytała zmartwiona.
-Coś ty jej zrobiła!?-zapytał zmartwiony Horo.
-Ona jest miła! Nie martw się Mellody jakoś to będzie!-przytulił ją i głaskał.
-Ale to ciągle Hinata mówiła... Ją znacie, nie mnie...-powiedziała, ale przytuleniem nie gardziła.
-Na prawdę?-zdziwił się Horo i odsunął się czerwony nie wiadomo czy ze wstydu że nie pomyślał, czy dla tego ze właśnie przytulał śliczną dziewczynę. Shi zaśmiała się wesoło.
-Dobra, koniec tego... Napraw ten budynek, lulu i spać... Jutro ruszamy o 7 rano.- Hinata wstała i otrzepała się z piasku.
-Ej! Kto zrobił cię na...-zaczął Choco.
-Ale ona ma rację!-wtrąciła długowłosa.- Zostało wam niewiele czasu musicie się pośpieszyć bo nie zdążycie i żaden z was nawet nie dostanie szansy zostania królem...-powiedziała i spojrzała tak proszącymi oczami ze nie było szans żeby jej nie posłuchali. Hinata złapała chłopców za kołnierze i pociągnęła do budynku, no wszystkich poza Renem. Mellody naprawiła budynek i schowała różdżkę w pochwę w pasku. Ren podał jej rękę by było jej łatwiej wstać. Uśmiechnęła się z wdzięcznością i skorzystała z pomocy.
-Dziękuje.-powiedziała z uśmiechem.- No to... Dobranoc.-powiedziała, pocałowała go w polik i poszła do pokoju. Ren stał ogłupiały, w końcu dotknął polika, poczerwieniał, prychnął i poszedł do swojego pokoju.
Subskrybuj:
Posty (Atom)