Następnego dnia porzucili ukochaną cywilizację i znowu ruszyli w drogę. Nim wszyscy się zorientowali został im jedynie jeden dzień. Noc była piękna, jednak gwiazdy nie były widoczne. Shi jak zwykle rozłożyła śpiwór, ale jak za każdym razem nie mogła zasnąć. Wstała i dosiadła się do ogniska. Zatrzymała się usłyszawszy ich kłótnie, nie chciała brać w niej udziału. Usiadła więc koło dziewczyn i Manty. Anna w końcu ich uspokoiła. Wszyscy choć nabzdyczeni, to poszli spać, ale Mellody nie mogła. Nie wierzyła w to co robi bo nie miała religii, ale złozyła ręce i zamknęła oczy.
-Panie Boże, wiem że raczej jestem ostatnią osobą która mogłaby o cokolwiek prosić, ale... Proszę spraw żeby oni bezpiecznie dotarli do doubi, niech nic im się nie stanie... Błagam...-powiedziała i zacisnęła ręce.- Nie doprowadzaj ludzi do grzechu...-z jej oczu poleciały łzy.- Ty chyba jako jedyny wiedz jak bardzo go kocham i że bez niego moje życie nie ma sensu.-westchnęła i załamała ręce, głowę schowała w dłoniach, a łokcie oparła o kolana. Tego potrzebowała. Porządnego uronienia łez, czuła się bezsilna, a płacz to jedyne co mogła zrobić. Poczuła się po tym lepiej, uśmiechnęła się i spojrzała na dużą skałę.
-Jun możesz wyjść, nie wstydzę się łez wylanych za osobę którą kocham-powiedziała z uśmiechem. Tao chcąc, nie chcąc musiała wyjść, wiedziała ze Shi nie da się nabrać że nikogo tu nie ma. Zielonowłosa podeszła i usiadła obok. Popatrzyła na nią, czerwonowłosa siedziała spokojnie i wycierała resztki łez.
-Ren jest silny... Oni wszyscy są...-powiedziała Jun. Po policzkach Shi poleciały kolejne łzy.
-Wiem... Ale ja wiem jaki jest Hao...-zapłakała mocniej.- On jest bezwzględny! Hinata była z nim bardzo długo, jeśli nie dostawał czego chciał zabijał! On ... On chce zabić ludzi! A ci czarodzieje ożywić Voldemorta! On....On nienawidzi takich jak ja.... i tak samo jak Hao nienawidzi ludzi...-Jun szybko ją przytuliła. Głaskała ją spokojnie, ale nie mogła zrozumieć jednego.
-Co to znaczy... takich jak ty?-zapytała głaszcząc ją.
-Tych którzy nie są czystej krwi...-powiedziała i spojrzała w bok.- Mój ojciec nie jest czarodziejem... Jestem półkrwi...-powiedziała i popatrzyła w bok. Jun nie wiedziała co ma zrobić. popatrzyła na paczkę, Ren poprosił żeby dała ją Mellody, bo sam nie ma odwagi, chociaż próbował jej wmówić ze po prostu jest zmęczony, jej rozmyślenia przerwał głos młodej Kamatach.- Dobra, nie ważne...-skwitowała. Wstała i poszła do śpiwora, pomimo to ze było jej dużo lżej na sercu, nadal nie mogła zasnąć. Jun nachyliła się nad nią i podała jej coś.
-Renowi nie przeszkadza że jesteś półkrwi.-szepnęła i odeszła. Czerwonooka odwinęła papier i zobaczyła pluszową pandę. Przypomniało jej się jak w jednym z miast patrzyła na takiego właśnie pluszaka. Jej serce zabiło mocniej. Wtuliła się w maskotkę, zdziwił ją fakt że pachniała jej ulubionym zapachem, czyli liliami. Czyżby Ren znał ją aż tak dobrze? Uśmiechnęła się i zamknęła oczy, zasnęła w kilka chwil. Zastanawiała się nad jednym, jakim cudem nauczyła się od nowych przyjaciół dużo więcej niż przez całe życie. Czułą się z nimi szczęśliwa, bawiła się bardzo dobrze i śmiała się razem z nimi. Gdzie oni byli całe jej życie? Dlaczego nikt jej nie powiedział że tak wspaniali, ciepli, mili i zabawni ludzie żyją na tej samej ziemi?
Hinata szła pustynią, rozglądała się dokładnie, nie pamiętała dokładnie gdzie to było, ale wiedziała co zrobić. Podeszła do skały i mocno ją kopnęła.
-AŁA! Co za wandal mnie...-wydarł się mężczyzna ukryty w kamieniu. Spojrzał za siebie i nie mógł uwierzyć.
-Pani... PANI HINATA!-krzyknął i rzucił się na nią. Był takiej wysokości że głowę miał wtuloną w jej biust. Czerwonowłosa miała to gdzieś, pogłaskała go.
-Posłuchaj, powiedz wampirom i wilkołakom które służą Shi że mają się zjawić w doubi, maks za tydzień...
-Dobrze, dobrze!-uśmiechnął się.- Spełnię rozkaz ukochanej panienki!-i zniknął. Hinata objęła się ramionami.
-Ale czy ja spełnię rozkaz mojej pani..?-zapytała samą siebie.
czwartek, 30 lipca 2015
poniedziałek, 27 lipca 2015
19. Naprawdę cię kocham
Diana patrzyła na Marco. Puściła mężczyzn i dalej patrzyła na wyrzutka. Przeanalizowała wszystko, westchnęła i pokręciła głową.
-A mówią że to demony są bezwzględne...-szepnęła, jedynie Shi zrozumiała ten język, był to język starożytnych run.
-Co masz na myśli?-zapytała w tym samym języku.
-On zmusił ją żeby tam weszła gdy była mała...-powiedziała demonica.
-CO!?-zapytała w zrozumiałym dla wszystkich języki.
-Eee...-to było jedyną reakcją jej przyjaciół.
-Diana, zniszcz mu zabaweczkę!-warknęła wnerwiona. Fakt, nie podobało jej się że Ren patrzył się na nią, a ona na niego, no ale żeby tak biedną mało dziewczynkę( Jeanne ma 11 lat, tak około, albo 12.... bardziej to 12). O nie ona na to się nie zgadza.
-Chwila to jest twój duch?-zapytał Horo, a białowłosa dwoma ruchami kosy rozwaliła pistolecik blondyna na małe kawałki.
-Co do...!?-warknął.
-Ta kosa została wykuta w piekle. Przetnie wszystko, a zniszczyć ją może jedynie moja szamanka... Mellody ShiShi Asanaki Kamatachi.-to była odpowiedź dla lodowego szamana. - A teraz won zanim każe mi was zabić, samotonie*.- Shi wytrzeszczyła oczy. Marco warcząc odszedł, a dumna z siebie Diana podeszła do Mellody i ją przytuliła. Pomimo że była ona demonem kochała dziewczynę i traktowała ją jak siostrę. Była gotowa spełnić każdy jej rozkaz, nie ważne jaki by był.
-Nie wiem jak wy ale ja idę zakupić mambę i zimną cole, po czym latać jak głupia z nadmiaru glukozy, aż w końcu zrobię coś głupiego i zasnę. Do widzenia-powiedziała i poszła do sklepu.
-Ta dziewczyna wie czego chcę...-skwitował Choco.
-Ona ma zbyt doskonały plan, to straszne, pewnie wie też kiedy i na co umrze...-zatrząsł się Horo.
-No skoro jako dziecko wiedziałą za kogo wyjdzie...-powiedział Ryo patrząc urażonym spojrzeniem na Rena.
-Nie patrz tak na mnie, aja się nie mieszam do waszych idiotycznych dyskusji. Swoja drogą ciekawe gdzie ta Jeanne podróżuje, w luku bagażowym..?
-Ej!-krzyknął Choco.
-Spadaj Choco-odpyskował.
-Faceci i ich "inteligentne" rozmowy -,- -skwitowała Hinata.- Ja idę coś zjeść zanim pójdę spać, wam też to radzę, a potem idźcie do wyra bo jutro wyruszamy wcześnie. -poinformowała ich i poszła do restauracji.
-Ona ma rację...-skwitował Yoh.- Ja idę do łóżeczka~ -powiedział rozmarzony. Jak powiedział tak zrobił. Wszyscy poza Renem poszli do restauracji. Młody Tao poszedł do Kamatachi. Była na dziale ze słodyczami i patrzyła na żelki. Podszedł do niej.
-Hej, co robisz?-zapytał.
-Zastanawiam się jakie kupić żelki... A może wszystkie... Zwykłe słodycze są jakieś dziwne..-skwitowała czerwonooka.
-To wasze słodycze ruszają się w brzuchu... Albo sprawiają że latasz...-odpyskował jej. Zaśmiała się.
-Jesteśmy z dwóch różnych światów...-popatrzyła na niego. Chłopak uśmiechnął się do niej.
-Wiesz co kup ile chcesz, znając ciebie masz jakąś lodówko-torbę, kup ile chcesz..-powiedział, dziewczyna złapała go za rękę, spojrzał na nią zdziwiony.
-Ren... M... mógłbyś poczekać?-zapytała. Młody Tao był zaskoczony, ale zgodził się. Dziewczyna kupiła, z resztą jak zwykle, tonę rzeczy. Schowała wszystko do swojej torebki bez dna. Szli spokojnym i powolnym krokiem, nie ma to jak spacer przed snem. Dziewczyna w końcu złapała Rena za rękę.
-Ren... Mógłbyś mi coś obiecać?-zapytała.
-A o co chodzi?-zapyta.
-Zawsze będziesz ostrożny, prawda?-zapytała.
-Oczywiście.-powiedział. Uśmiechnęła się.
-Cieszę się, bo... ja na prawdę cię kocham... I martwię się o ciebie.-przytuliła go mocno i pocałowała go w polik i poszła do pokoju. Ren zarumienił się i dotknął swojego polika.
*Samatan-słowo wymyślone przeze mnie, oznacza kogoś gorszego od zabójcy, gorszego od diabła, szatana itp. Coś pozbawionego duszy i sumienia, zwykłej skorupy żywiącej się śmiercią i cierpieniem.
-A mówią że to demony są bezwzględne...-szepnęła, jedynie Shi zrozumiała ten język, był to język starożytnych run.
-Co masz na myśli?-zapytała w tym samym języku.
-On zmusił ją żeby tam weszła gdy była mała...-powiedziała demonica.
-CO!?-zapytała w zrozumiałym dla wszystkich języki.
-Eee...-to było jedyną reakcją jej przyjaciół.
-Diana, zniszcz mu zabaweczkę!-warknęła wnerwiona. Fakt, nie podobało jej się że Ren patrzył się na nią, a ona na niego, no ale żeby tak biedną mało dziewczynkę( Jeanne ma 11 lat, tak około, albo 12.... bardziej to 12). O nie ona na to się nie zgadza.
-Chwila to jest twój duch?-zapytał Horo, a białowłosa dwoma ruchami kosy rozwaliła pistolecik blondyna na małe kawałki.
-Co do...!?-warknął.
-Ta kosa została wykuta w piekle. Przetnie wszystko, a zniszczyć ją może jedynie moja szamanka... Mellody ShiShi Asanaki Kamatachi.-to była odpowiedź dla lodowego szamana. - A teraz won zanim każe mi was zabić, samotonie*.- Shi wytrzeszczyła oczy. Marco warcząc odszedł, a dumna z siebie Diana podeszła do Mellody i ją przytuliła. Pomimo że była ona demonem kochała dziewczynę i traktowała ją jak siostrę. Była gotowa spełnić każdy jej rozkaz, nie ważne jaki by był.
-Nie wiem jak wy ale ja idę zakupić mambę i zimną cole, po czym latać jak głupia z nadmiaru glukozy, aż w końcu zrobię coś głupiego i zasnę. Do widzenia-powiedziała i poszła do sklepu.
-Ta dziewczyna wie czego chcę...-skwitował Choco.
-Ona ma zbyt doskonały plan, to straszne, pewnie wie też kiedy i na co umrze...-zatrząsł się Horo.
-No skoro jako dziecko wiedziałą za kogo wyjdzie...-powiedział Ryo patrząc urażonym spojrzeniem na Rena.
-Nie patrz tak na mnie, aja się nie mieszam do waszych idiotycznych dyskusji. Swoja drogą ciekawe gdzie ta Jeanne podróżuje, w luku bagażowym..?
-Ej!-krzyknął Choco.
-Spadaj Choco-odpyskował.
-Faceci i ich "inteligentne" rozmowy -,- -skwitowała Hinata.- Ja idę coś zjeść zanim pójdę spać, wam też to radzę, a potem idźcie do wyra bo jutro wyruszamy wcześnie. -poinformowała ich i poszła do restauracji.
-Ona ma rację...-skwitował Yoh.- Ja idę do łóżeczka~ -powiedział rozmarzony. Jak powiedział tak zrobił. Wszyscy poza Renem poszli do restauracji. Młody Tao poszedł do Kamatachi. Była na dziale ze słodyczami i patrzyła na żelki. Podszedł do niej.
-Hej, co robisz?-zapytał.
-Zastanawiam się jakie kupić żelki... A może wszystkie... Zwykłe słodycze są jakieś dziwne..-skwitowała czerwonooka.
-To wasze słodycze ruszają się w brzuchu... Albo sprawiają że latasz...-odpyskował jej. Zaśmiała się.
-Jesteśmy z dwóch różnych światów...-popatrzyła na niego. Chłopak uśmiechnął się do niej.
-Wiesz co kup ile chcesz, znając ciebie masz jakąś lodówko-torbę, kup ile chcesz..-powiedział, dziewczyna złapała go za rękę, spojrzał na nią zdziwiony.
-Ren... M... mógłbyś poczekać?-zapytała. Młody Tao był zaskoczony, ale zgodził się. Dziewczyna kupiła, z resztą jak zwykle, tonę rzeczy. Schowała wszystko do swojej torebki bez dna. Szli spokojnym i powolnym krokiem, nie ma to jak spacer przed snem. Dziewczyna w końcu złapała Rena za rękę.
-Ren... Mógłbyś mi coś obiecać?-zapytała.
-A o co chodzi?-zapyta.
-Zawsze będziesz ostrożny, prawda?-zapytała.
-Oczywiście.-powiedział. Uśmiechnęła się.
-Cieszę się, bo... ja na prawdę cię kocham... I martwię się o ciebie.-przytuliła go mocno i pocałowała go w polik i poszła do pokoju. Ren zarumienił się i dotknął swojego polika.
*Samatan-słowo wymyślone przeze mnie, oznacza kogoś gorszego od zabójcy, gorszego od diabła, szatana itp. Coś pozbawionego duszy i sumienia, zwykłej skorupy żywiącej się śmiercią i cierpieniem.
niedziela, 26 lipca 2015
18.Czym jest sprawiedliwość?
-Cywilizacja!-skakał ze szczęścia Morty. Wszyscy byli ucieszeni, Anna zgodziła się na dwu dniowy postój. Przyszli dość późnym wieczorem więc nie mieli wiele czasu na zorientowanie się. Shi postanowiła się przejść po mieście, nie była zbytnio śpiąca, właściwie nikt nie był zmęczony. Mellody weszła do sklepu i rozejrzała się. Zauważyła karty tarota. Uśmiechnęła się i kupiła kilka tali. Kochała na nie patrzeć, w wyszła kupując jeszcze parę rzeczy. Zauważyła niewielki tłumek, podeszła, zauważyła swoich przyjaciół, podeszła i zobaczyła...
-CO TO NA LITOŚĆ RA MA ZNACZYĆ!?!?!?!?!?!-wydarła się rozjuszona Neko. Albowiem jakieś cośki z maskami na twarzy i białych garniakach związali braci boz i przysięgali ze ich zabiją, tak jak zrobią to z każdym innym poplecznikiem Hao. Nagle przyszła ta menda Marco, z wielką żelazną dziewicą.
-Popierniczyło go żeby z czymś takim łazić? O.o-zapytała Shi.
-Shi to Marco, nie próbuj go zrozumieć... Bo się nie da-.- -wytłumaczyła spokojnie Hinata.
-Nasza Pai Jeanne chcę z tobą osobiście porozmawiać-zignorował wszystko.
-Ej wyrzutki! Jak śmiecie nas traktować z góry! Wyzywamy was na pojedynek!-krzyknął przywódca.
-Nie mamy czasu na...-zaczął krzykiem blondyn.
-Przyjmij jego wyzwanie, Marco.-odezwał się głos z puszki... Nie mogę tego inaczej nazwać choć bym chciała ;-;.- To będzie świetny przykład oświecenia.
-Oświecenie to jest taka epoka literacka.-powiedziała złośliwie Shi. Nie wiedziała czemu, ale miała dziwną niechęć do osoby w tym żelaznym dziadostwie.
-Lyserg?-zapytał mężczyzna w okularach. Zielonowłosy posłusznie wyszedł.
-Śmiecie żartować z potęgi Nilu?!-zapytał mężczyzna w masce z długim nosem.
-Jeśli by to zrobili zaszlachtowałabym ich.-zawarczała Neko.
-Wystawiacie małe dziecko przeciwko nam!? To zniewaga!-krzyknęli i zaatakowali zielonookiego. No a tu niespodzianka. Lyserg unieruchomił ich i prawie zabił, ale na szczęście prawie. Ale oczywiście Żelazna Dziewica Jeanne musiała się wtrącić.
-Jeśli przyznacie się do grzechów przebaczę wam...-mówiła spokojnie. Młoda Asanaki miała wrażenie że prawie wszyscy są nią zaczarowani.
-Jak śmiesz!?-krzyknął lider drużyny Nilu.-Atak piramid.
-Dlaczego? Ja chcę tylko pokoju...-powiedziała i rzuciła o ziemie dwie śrubki, zapewne jej się w głowie poluzowały i je wyrzuciła. Dwaj mieszkańcy Egiptu wzbili się do góry na krzesłach z igieł, nocny spokój został zakłócony ich wrzaskami bólu. Lider drużyny zaś został złapany w ciul wie co i straszony przez Shamasa.
-Dam wam jeszcze jedna szansę, przyznacie się do grzechów i przyjmiecie karę?-zapytała.
-Nigdy!-krzyknął mężczyzna. Mina Jeanne była smutna.
-Zasmucacie mnie...-wróciła do tej puszki.-Shamas, wykonaj wyrok...-powiedziała i zamknęła się tam.
-W imię pokoju.-powiedział duch i już miał ściąć szamana władającego mumiami .
-Diana-szepnęła Shi.-Powstrzymaj go, to rozkaz...- Shamas powoli opuszczał siekierę kiedy nagle...
-Tracenie dusz to moje zajęcie, bożku.-rozległ się melodyjny, przerażający głos. Duch przywódczyni X-LAWS został przecięty na pół. Na tle księżyca w powietrzu powoli spadała jakaś postać, jej długa suknia była rozwiewana, nadawało jej to wygląd zranionego, upadającego ptaka, złapała mężczyznę i opadła na ziemię tak ze nic jej się nie stało. Machnęła parę razy kosą i ukazała się. Była to piękna kobieta. Jedno oko było fioletowe, drugie niebieskie, włosy długie i białe, a na głowie niby rogi z włosów, a może były to prawdziwe rogi? Popatrzyła na członków X-LAWS.
-Zawsze mnie zastanawiało...-powiedziała swoim upiornym głosem.- Czym jest sprawiedliwość?-zapytała patrząc na Marco.
Wszystkiego najlepszego Daruś :3 Dedykacja dla ciebie. I żyj nam sto lat! Miej weny od groma i niech ci się życie dobrze ułoży! Zawsze się uśmiechaj i baw! Najlepszego! :3
A tu masz prezent xD*daje jej duużo maskotek Lyserga* Jeszcze taką ilustrację :3
-CO TO NA LITOŚĆ RA MA ZNACZYĆ!?!?!?!?!?!-wydarła się rozjuszona Neko. Albowiem jakieś cośki z maskami na twarzy i białych garniakach związali braci boz i przysięgali ze ich zabiją, tak jak zrobią to z każdym innym poplecznikiem Hao. Nagle przyszła ta menda Marco, z wielką żelazną dziewicą.
-Popierniczyło go żeby z czymś takim łazić? O.o-zapytała Shi.
-Shi to Marco, nie próbuj go zrozumieć... Bo się nie da-.- -wytłumaczyła spokojnie Hinata.
-Nasza Pai Jeanne chcę z tobą osobiście porozmawiać-zignorował wszystko.
-Ej wyrzutki! Jak śmiecie nas traktować z góry! Wyzywamy was na pojedynek!-krzyknął przywódca.
-Nie mamy czasu na...-zaczął krzykiem blondyn.
-Przyjmij jego wyzwanie, Marco.-odezwał się głos z puszki... Nie mogę tego inaczej nazwać choć bym chciała ;-;.- To będzie świetny przykład oświecenia.
-Oświecenie to jest taka epoka literacka.-powiedziała złośliwie Shi. Nie wiedziała czemu, ale miała dziwną niechęć do osoby w tym żelaznym dziadostwie.
-Lyserg?-zapytał mężczyzna w okularach. Zielonowłosy posłusznie wyszedł.
-Śmiecie żartować z potęgi Nilu?!-zapytał mężczyzna w masce z długim nosem.
-Jeśli by to zrobili zaszlachtowałabym ich.-zawarczała Neko.
-Wystawiacie małe dziecko przeciwko nam!? To zniewaga!-krzyknęli i zaatakowali zielonookiego. No a tu niespodzianka. Lyserg unieruchomił ich i prawie zabił, ale na szczęście prawie. Ale oczywiście Żelazna Dziewica Jeanne musiała się wtrącić.
-Jeśli przyznacie się do grzechów przebaczę wam...-mówiła spokojnie. Młoda Asanaki miała wrażenie że prawie wszyscy są nią zaczarowani.
-Jak śmiesz!?-krzyknął lider drużyny Nilu.-Atak piramid.
-Dlaczego? Ja chcę tylko pokoju...-powiedziała i rzuciła o ziemie dwie śrubki, zapewne jej się w głowie poluzowały i je wyrzuciła. Dwaj mieszkańcy Egiptu wzbili się do góry na krzesłach z igieł, nocny spokój został zakłócony ich wrzaskami bólu. Lider drużyny zaś został złapany w ciul wie co i straszony przez Shamasa.
-Dam wam jeszcze jedna szansę, przyznacie się do grzechów i przyjmiecie karę?-zapytała.
-Nigdy!-krzyknął mężczyzna. Mina Jeanne była smutna.
-Zasmucacie mnie...-wróciła do tej puszki.-Shamas, wykonaj wyrok...-powiedziała i zamknęła się tam.
-W imię pokoju.-powiedział duch i już miał ściąć szamana władającego mumiami .
-Diana-szepnęła Shi.-Powstrzymaj go, to rozkaz...- Shamas powoli opuszczał siekierę kiedy nagle...
-Tracenie dusz to moje zajęcie, bożku.-rozległ się melodyjny, przerażający głos. Duch przywódczyni X-LAWS został przecięty na pół. Na tle księżyca w powietrzu powoli spadała jakaś postać, jej długa suknia była rozwiewana, nadawało jej to wygląd zranionego, upadającego ptaka, złapała mężczyznę i opadła na ziemię tak ze nic jej się nie stało. Machnęła parę razy kosą i ukazała się. Była to piękna kobieta. Jedno oko było fioletowe, drugie niebieskie, włosy długie i białe, a na głowie niby rogi z włosów, a może były to prawdziwe rogi? Popatrzyła na członków X-LAWS.
-Zawsze mnie zastanawiało...-powiedziała swoim upiornym głosem.- Czym jest sprawiedliwość?-zapytała patrząc na Marco.
Wszystkiego najlepszego Daruś :3 Dedykacja dla ciebie. I żyj nam sto lat! Miej weny od groma i niech ci się życie dobrze ułoży! Zawsze się uśmiechaj i baw! Najlepszego! :3
A tu masz prezent xD*daje jej duużo maskotek Lyserga* Jeszcze taką ilustrację :3
sobota, 25 lipca 2015
17. X-LAWS-.-
Noc zapadłą, chłopcy śmiali się i krzyczeli coś o tym jacy to są silni. Byli dumni z tego co osiągnęli, ale Anna nie dała im długo nacieszyć.
-A ty Shi?-zapytała dziewczynę jedzącą czaszkę z galarety, razem z Hinatą.
-Co ja?-powiedziała połykając kawałek galaretki.
-Nie weszłaś z nimi do księgi, nie byłoby Ci to nawet potrzebne, jesteś na tak wysokim poziomie że potrafisz chować duchy... Oraz ilość swojego foryoku, prawda?
-Jam niewinna;-; -zachlipała.- Nic nie zrobiłam, po prostu nie chciałam mówić... Dobra nie ważne...-powiedziała niezadowolona że przykuwa ich uwagę. Hinata popatrzyła na Yoh, podeszła do niego.
-Hej, nic Ci nie jest?-usiadła obok i podała mu czekoladową różdżkę. Nie ma to jak torba bez dna Shi.
-Nie nic, ale oni są za głośni T.T- powiedział.
-Fakt-zaśmiała się i odgryzła kawałek słodyczy. Yoh również zaczął pałaszować.
-Yoh!-krzyknęła Anna.Chłopak natychmiast podbiegł, no a tam nasze "kochane" wyrzutki.
-Na litość salamandry ognistej czego oni się tak doczepili jak domowy skrzat pana? ;^;-zapytała smutno Shi.
-Bo oni nie mają nic innego w życiu do roboty...-odpowiedziała Hinata z czekoladową różdżką w ustach.
-Kupcie sobie psa, co? Albo kota...-zaproponował Shi.
-Ciii-powiedział Yoh.-Lyserg chce coś powiedzieć...
-TEN GNOM TU PRZYLAZŁ!?-wydarła się Hinata. Shi wepchnęła jej kawałek bryły karmelowej i ta się zamknęła.
-Yoh proszę chodźcie do nas, razem pokonamy Hao i pomożemy Jeanne stać się królową...
-W TWOICH SNACH!-wydarła się nagle Shi. Sama nie wiedziała czemu to powiedział, ale po prostu...
-Słyszałeś Damę?-zapytał Ren.
-Shi ma rację, Hao jest zły, ale wy wcale nie jesteście lepsi.-sprostował czarnooki.
-Słyszałeś bracie? Nie zgadzają się...-powiedziała różowowłosa dziewczyna.
-Tak... Przykro mi Lyserg...-powiedział ten okularnik, to przez niego ludzie w okularach mają złą opinię!;-;. Mia wyjęła pistolet, był on inny od wszystkich był bladoniebieski i ozdobiony płatkami śniegu.
-Yunai pora z nimi skończyć.-powiedziała. Shi rozejrzała się, chłopcy nie dadzą sami rady.
-Anno..-zaczęła.
-W razie czego wejdziesz do akcji.-wyprzedziła jej pytanie. Sama się martwiła.
-Atak aniołów!-krzyknęli wszyscy z X-LAWS razem(jedynymi których tam nie było to Lyserg i Jeanne a inni których ja dodałam i którzy są normalnie byli tam). Wszyscy poza Yoh utworzyli kontrolę.
-Ja muszę czekać...-westchnął.
-Shi?-poprosiła Anna. Tej nie trzeba było dwa razy powtarzać. Już stała obok nich, a raczej siedziała na łbie wielkiego trzygłowego, czarnego psa. Jej ubrania zmieniły kolor na czarny, a i tak dziwny długopis zmienił się w dziwne berło. Niestety walka była nierówna, zwłaszcza ze przez ciągłe ataki Shi niewiele mogła zrobić.Sytuację jednak uratował Yoh, który użył podwójnego medium.
-Do widzenia, papa!-krzyczeli za nimi Ryo i Horo. Shi odetchnęła z ulgą. Podeszłą i wysłuchała o tym co już wiedziała, potem poszli spać. Rano znowu ruszyli w drogę.
Taki ołówek jako medium, u Shi to właśnie jakieś ołówki, długopisy i gumki jako medium som xD
-Słyszałeś Damę?-zapytał Ren.
-Shi ma rację, Hao jest zły, ale wy wcale nie jesteście lepsi.-sprostował czarnooki.
-Słyszałeś bracie? Nie zgadzają się...-powiedziała różowowłosa dziewczyna.
-Tak... Przykro mi Lyserg...-powiedział ten okularnik, to przez niego ludzie w okularach mają złą opinię!;-;. Mia wyjęła pistolet, był on inny od wszystkich był bladoniebieski i ozdobiony płatkami śniegu.
-Yunai pora z nimi skończyć.-powiedziała. Shi rozejrzała się, chłopcy nie dadzą sami rady.
-Anno..-zaczęła.
-W razie czego wejdziesz do akcji.-wyprzedziła jej pytanie. Sama się martwiła.
-Atak aniołów!-krzyknęli wszyscy z X-LAWS razem(jedynymi których tam nie było to Lyserg i Jeanne a inni których ja dodałam i którzy są normalnie byli tam). Wszyscy poza Yoh utworzyli kontrolę.
-Ja muszę czekać...-westchnął.
-Shi?-poprosiła Anna. Tej nie trzeba było dwa razy powtarzać. Już stała obok nich, a raczej siedziała na łbie wielkiego trzygłowego, czarnego psa. Jej ubrania zmieniły kolor na czarny, a i tak dziwny długopis zmienił się w dziwne berło. Niestety walka była nierówna, zwłaszcza ze przez ciągłe ataki Shi niewiele mogła zrobić.Sytuację jednak uratował Yoh, który użył podwójnego medium.
-Do widzenia, papa!-krzyczeli za nimi Ryo i Horo. Shi odetchnęła z ulgą. Podeszłą i wysłuchała o tym co już wiedziała, potem poszli spać. Rano znowu ruszyli w drogę.
Taki ołówek jako medium, u Shi to właśnie jakieś ołówki, długopisy i gumki jako medium som xD
16.Do ataku rodaku!
-No dobra zaczynamy.-powiedziała Kanna.
-Dzyń, dzyń, dzyń cukierek, albo figielek!-krzyknęła ruda.
-Pora na grzechotkę Chuck.- zakomunikowała blondynka.
-Aszkroft, konny atak!-rozkazała niebieskowałosa.-Shi patrzyła zaciekawiona, właściwie wcześniej nie miała głowy nic robić, i nie mogła, ale teraz? Wyjęła małego, przenośnego palmtopa. Wsadziła w niego ducha i kazała mu wyszukać informacji o wszystkich duchach które mają gothi. Potem wróciła do oglądania. Chłopcy obronili się.
-Nie mogę uwierzyć to było super łatwe...-powiedział Ryo.
-Stali się silniejsi-powiedziała wesoło Tamara.
-To prawda.-przyznała Anna.
-Dziewczyny... są silniejsi... -skwitowała właścicielka Chucka.
-Dobra poziom drugi!-krzyknęła Kana. Jej rycerz zaatakował Yoh.
-Bardzo dobrze! Atak Halloween!-wrzasnęła Matty.
-Atakuj Chuck.-powiedziała Mari.
-Przepraszam...-powiedziała Shi stojąca koło blondynki.
-Hym!?-ta była zdziwiona.
-Przecież Chuck atakował nożami.... Nie pistoletem, mogę wiedzieć skąd ta zmiana?-zapytała grzecznie czerwonooka.
Koło Hao siedziała Hinata. Aqua oczywiście się wnerwiała, ale nie dała poznać. Appel, Amelia, Justin i Namoki odsunęli się od niej. Opacho podeszła do Hinaty i wgramoliła jej się na kolana, po czym się uśmiechnęła do czerwonowłosej. Hinata odwzajemniła uśmiech i znowu spojrzała na walkę.
-Shi też przydałby się trening...-powiedziała sama do siebie.
-Ona jest szamanka?-zdziwił się Hao.
-Tak...-powiedziała ognistooka.
-Co Ty na to Appel? Amelio?-zapytał kobiet. Hinata zaśmiała się.
-Niech lepiej idą wszyscy...-powiedziała i położyła głowę na jego ramieniu. Opacho popatrzyła jak inni poplecznicy poszli na walkę, a potem na Hao i Hinatę. Powoli się uśmiechnęła.
-Wyglądacie jak mamusia i tatuś-zaśmiała się.
Shi powoli odeszła od Hanagumi. Naburmuszona oparła się o skałę, ale po chwili odskoczyła i bardzo dobrze zrobiła bo inaczej oberwałaby od wielkiego byka, na którym siedziała blondynka.
-Za co!?-zapytała. Jednak nie uzyskała odpowiedzi bo musiała uniknąć ogona wielkiej kobry. Potem jeszcze uniknąć strumienia wody strzałów i ataku jakiejś małpy.
-CO JA WAM ZROBIŁAM ZE MNIE ATAKUJECIE!?- zapytała ze zbolałą miną.
-Walcz!-krzyknęła Amelia i zaatakowała ją łańcuchem z małą kosom przyczepioną na końcu.
-Dobra, chcecie walki!? Dam wam ją!-warknęła. Wyjęła długopis z do którego na końcu była przyczepiona kulkę.
-Su forma ducha! Do długopisu!- dany przedmiot zmienił kolor na niebieski i znacznie się wydłużyła, mała kulka była otoczona niby skrzydłami.- Błyskawice!-udało jej się trafić w Aque, którą unieruchomiła. - Wyładowanie!-przerwała kontrolę ducha dziewczyny. -Dobra... Kto następny?-powiedziała patrząc wyzywająco na atakujących.
-No dawaj!-krzyknął Namoki. Zaatakował ją, on był właścicielem tej małpy. Uderzył Shi, a ta upadła na skałę, chcieli ją zaatakować, ale zrobiła unik. Mocno walnęła małpę laską i zamroziła ją łamiąc kontrolę. Pomimo ze trochę dostałą po tyłku to pokonała ich. Spojrzała na chłopców i aż jej kontrola ze zdziwienia się złamała. Chłopcy mieli wielkie kontrolę ducha. Uśmiechnęła się wesoło i podbiegła do nich.
Tak wyglądał ten długopis, a ducha zobaczcie w zakładce duchy.
-Dzyń, dzyń, dzyń cukierek, albo figielek!-krzyknęła ruda.
-Pora na grzechotkę Chuck.- zakomunikowała blondynka.
-Aszkroft, konny atak!-rozkazała niebieskowałosa.-Shi patrzyła zaciekawiona, właściwie wcześniej nie miała głowy nic robić, i nie mogła, ale teraz? Wyjęła małego, przenośnego palmtopa. Wsadziła w niego ducha i kazała mu wyszukać informacji o wszystkich duchach które mają gothi. Potem wróciła do oglądania. Chłopcy obronili się.
-Nie mogę uwierzyć to było super łatwe...-powiedział Ryo.
-Stali się silniejsi-powiedziała wesoło Tamara.
-To prawda.-przyznała Anna.
-Dziewczyny... są silniejsi... -skwitowała właścicielka Chucka.
-Dobra poziom drugi!-krzyknęła Kana. Jej rycerz zaatakował Yoh.
-Bardzo dobrze! Atak Halloween!-wrzasnęła Matty.
-Atakuj Chuck.-powiedziała Mari.
-Przepraszam...-powiedziała Shi stojąca koło blondynki.
-Hym!?-ta była zdziwiona.
-Przecież Chuck atakował nożami.... Nie pistoletem, mogę wiedzieć skąd ta zmiana?-zapytała grzecznie czerwonooka.
Koło Hao siedziała Hinata. Aqua oczywiście się wnerwiała, ale nie dała poznać. Appel, Amelia, Justin i Namoki odsunęli się od niej. Opacho podeszła do Hinaty i wgramoliła jej się na kolana, po czym się uśmiechnęła do czerwonowłosej. Hinata odwzajemniła uśmiech i znowu spojrzała na walkę.
-Shi też przydałby się trening...-powiedziała sama do siebie.
-Ona jest szamanka?-zdziwił się Hao.
-Tak...-powiedziała ognistooka.
-Co Ty na to Appel? Amelio?-zapytał kobiet. Hinata zaśmiała się.
-Niech lepiej idą wszyscy...-powiedziała i położyła głowę na jego ramieniu. Opacho popatrzyła jak inni poplecznicy poszli na walkę, a potem na Hao i Hinatę. Powoli się uśmiechnęła.
-Wyglądacie jak mamusia i tatuś-zaśmiała się.
Shi powoli odeszła od Hanagumi. Naburmuszona oparła się o skałę, ale po chwili odskoczyła i bardzo dobrze zrobiła bo inaczej oberwałaby od wielkiego byka, na którym siedziała blondynka.
-Za co!?-zapytała. Jednak nie uzyskała odpowiedzi bo musiała uniknąć ogona wielkiej kobry. Potem jeszcze uniknąć strumienia wody strzałów i ataku jakiejś małpy.
-CO JA WAM ZROBIŁAM ZE MNIE ATAKUJECIE!?- zapytała ze zbolałą miną.
-Walcz!-krzyknęła Amelia i zaatakowała ją łańcuchem z małą kosom przyczepioną na końcu.
-Dobra, chcecie walki!? Dam wam ją!-warknęła. Wyjęła długopis z do którego na końcu była przyczepiona kulkę.
-Su forma ducha! Do długopisu!- dany przedmiot zmienił kolor na niebieski i znacznie się wydłużyła, mała kulka była otoczona niby skrzydłami.- Błyskawice!-udało jej się trafić w Aque, którą unieruchomiła. - Wyładowanie!-przerwała kontrolę ducha dziewczyny. -Dobra... Kto następny?-powiedziała patrząc wyzywająco na atakujących.
-No dawaj!-krzyknął Namoki. Zaatakował ją, on był właścicielem tej małpy. Uderzył Shi, a ta upadła na skałę, chcieli ją zaatakować, ale zrobiła unik. Mocno walnęła małpę laską i zamroziła ją łamiąc kontrolę. Pomimo ze trochę dostałą po tyłku to pokonała ich. Spojrzała na chłopców i aż jej kontrola ze zdziwienia się złamała. Chłopcy mieli wielkie kontrolę ducha. Uśmiechnęła się wesoło i podbiegła do nich.
Tak wyglądał ten długopis, a ducha zobaczcie w zakładce duchy.
piątek, 24 lipca 2015
15.Zapowiedź walki
Hinata i Anna bardzo się polubiły, a Jun uważała ze Shi jest teraz wręcz idealną narzeczoną dla Rena. W końcu doszli do kanionu przez który płynęła rzeka. Zaczęto ustalać czy są na dobrej drodze, niestety zaczęli się sprzeczać.
-Oni nigdy się nie dogadają.-skwitowała Shi, która razem z Tamarą piła herbatę.
-Wiem! Poszukam w internecie.-krzyknął Morty i otworzył swój laptop.
-Bez obrazy,maluchu,, ale ja już szukałem i nic nie znalazłem.-powiedział Ren.
-Bez obrazy, Ren, ale musisz wiedzieć jak odpowiednio wpisać wyrazy, jak unikać okien z reklamami, musisz wiedzieć jak serfować.-powiedział Manta z miną znawcy.
-Nigdy nawet nie jeździłem na snowbordzie.-powiedział Ren, ale nachylił się lekko by się przyjrzeć.
-Nie fair, ja miałem to powiedzieć!T.T*-krzyknął Choco.
-Mhym?-spojrzał na niego Ren.
-Niebieska jaskinia, sprawdzę -.-"-dodał Morty i zajął się swoimi sprawami.- Nie martw się Yoh daj mi chwilę i zobaczysz ze wszystko załatwię.
-Morty jest niezwykle mądry...-szepnęła zarumieniona Tamao. Mellody spojrzała na nią i lekko się uśmiechnęła, od razu widziała jak wróżbitka patrzy na młodego Oyamadę, ale nie podejrzewała że jest nim zauroczona. Długowłosa spojrzałą na Rena, któy akurat patrzył na swoją siostrę która korzystała z pomocy stróża by wejść na kamień umieszczony przed wodospadem. Shi uśmiechnęła się na ten widok.
-Ej, no daj że spokój, nie mogę uwierzyć że tu przyjechała-powiedział Ren z rękoma założonymi na klatce piersiowej.
-Boisz się ze zacznie cię ustawiać?-zapytał Yoh.
-Nie pozwolę na to.-powiedział lekko zarumieniony Tao.
-Wiesz, a ja się nawet cieszę ze Anna tu jest.
-No tak, ale Anna nie jest twoją siostrą, popatrz na nią, biedactwo nie może sobie znaleźć chłopaka, więc przymila się do swojego ducha stróża i wszędzie za mną łazi.
-Wiesz Ren, myślę ze fajnie ze Jun tutaj jest, chciał bym żeby Pilika tutaj była.-wtrącił Horo.
-Ren w życiu się nie przyzna ze zależy mu na Jun.-zaśmiał się Yoh, a złotooki znowu spojrzał na siostrę i lekko się uśmiechnął.
-Mam nadzieję że nie szukasz sobie dziewczyny,Ren, bo ta cała rzecz ze "nie pokazuję swoich emocji wcale do dziewczyn nie przemawia...
-NIE PRZEMAWIA!?-wydarł się czerwony, Shi w głębi ducha nie zgadzała się z Anną, ale czuła ze lepiej nic nie mówić
-Nie słucha!?-dodał Choco. Kiedy Ren przemówił komikowi do mózgu, to Hinata się wtrąciła.
-Poza tym Ren ma o tyle dobrze ze już ma narzeczoną...
-CO!?-zapytali wszyscy.
-Nom, nasza kochana Shi jest jego narzeczoną-powiedziała ognistooka. Mellody zakryła twarz włosami i udawała ze jej nie ma, a Ren wyglądał jak by miał to gdzieś.
-CHYBA COŚ ZNALAZŁEM!-krzyknął Morty. Nie był to jednak trop, więc po chwili ruszyli za instynktem Amidamaru.
-No nie!;-;-krzyknął Choco. Przed nimi stały gothi.
-Gotowi na rewanż?-zapytała Kanna.
-Nie, poszły stąd śpieszy nam się...-burknęła Hinata.
-Mój Yoh sam by was pokonał, ale nie chce wam robić krzywdy i rzeczywiście się spieszymy więc won na wyspę Halloween-burknęła Anna. Gotki się zaśmiały.
-Może walka 3 na 3?-wtrąciła nieśmiało Shi schowana za Jun.
-Ja będę walczyć.-powiedział Ren.
-I ja-dodał Ryo.
-Co Ty na to?-zapytała Anna narzeczonego.
-No dobra czas wypróbować nowe zdolności. - wyszczerzył się Asakura.
-Strata czasu...-szepnęła Hinata.- Nie uważasz Hao?-patrzyła na chłopaka, który był obok, niej, wiedziała ze tam jest i przeteleportowała się obok.
-Trening dobrze im zrobi...-powiedział.
*Od teraz będę stosować emotki w opowiadaniu, bo tak mi się podoba!
-Oni nigdy się nie dogadają.-skwitowała Shi, która razem z Tamarą piła herbatę.
-Wiem! Poszukam w internecie.-krzyknął Morty i otworzył swój laptop.
-Bez obrazy,maluchu,, ale ja już szukałem i nic nie znalazłem.-powiedział Ren.
-Bez obrazy, Ren, ale musisz wiedzieć jak odpowiednio wpisać wyrazy, jak unikać okien z reklamami, musisz wiedzieć jak serfować.-powiedział Manta z miną znawcy.
-Nigdy nawet nie jeździłem na snowbordzie.-powiedział Ren, ale nachylił się lekko by się przyjrzeć.
-Nie fair, ja miałem to powiedzieć!T.T*-krzyknął Choco.
-Mhym?-spojrzał na niego Ren.
-Niebieska jaskinia, sprawdzę -.-"-dodał Morty i zajął się swoimi sprawami.- Nie martw się Yoh daj mi chwilę i zobaczysz ze wszystko załatwię.
-Morty jest niezwykle mądry...-szepnęła zarumieniona Tamao. Mellody spojrzała na nią i lekko się uśmiechnęła, od razu widziała jak wróżbitka patrzy na młodego Oyamadę, ale nie podejrzewała że jest nim zauroczona. Długowłosa spojrzałą na Rena, któy akurat patrzył na swoją siostrę która korzystała z pomocy stróża by wejść na kamień umieszczony przed wodospadem. Shi uśmiechnęła się na ten widok.
-Ej, no daj że spokój, nie mogę uwierzyć że tu przyjechała-powiedział Ren z rękoma założonymi na klatce piersiowej.
-Boisz się ze zacznie cię ustawiać?-zapytał Yoh.
-Nie pozwolę na to.-powiedział lekko zarumieniony Tao.
-Wiesz, a ja się nawet cieszę ze Anna tu jest.
-No tak, ale Anna nie jest twoją siostrą, popatrz na nią, biedactwo nie może sobie znaleźć chłopaka, więc przymila się do swojego ducha stróża i wszędzie za mną łazi.
-Wiesz Ren, myślę ze fajnie ze Jun tutaj jest, chciał bym żeby Pilika tutaj była.-wtrącił Horo.
-Ren w życiu się nie przyzna ze zależy mu na Jun.-zaśmiał się Yoh, a złotooki znowu spojrzał na siostrę i lekko się uśmiechnął.
-Mam nadzieję że nie szukasz sobie dziewczyny,Ren, bo ta cała rzecz ze "nie pokazuję swoich emocji wcale do dziewczyn nie przemawia...
-NIE PRZEMAWIA!?-wydarł się czerwony, Shi w głębi ducha nie zgadzała się z Anną, ale czuła ze lepiej nic nie mówić
-Nie słucha!?-dodał Choco. Kiedy Ren przemówił komikowi do mózgu, to Hinata się wtrąciła.
-Poza tym Ren ma o tyle dobrze ze już ma narzeczoną...
-CO!?-zapytali wszyscy.
-Nom, nasza kochana Shi jest jego narzeczoną-powiedziała ognistooka. Mellody zakryła twarz włosami i udawała ze jej nie ma, a Ren wyglądał jak by miał to gdzieś.
-CHYBA COŚ ZNALAZŁEM!-krzyknął Morty. Nie był to jednak trop, więc po chwili ruszyli za instynktem Amidamaru.
-No nie!;-;-krzyknął Choco. Przed nimi stały gothi.
-Gotowi na rewanż?-zapytała Kanna.
-Nie, poszły stąd śpieszy nam się...-burknęła Hinata.
-Mój Yoh sam by was pokonał, ale nie chce wam robić krzywdy i rzeczywiście się spieszymy więc won na wyspę Halloween-burknęła Anna. Gotki się zaśmiały.
-Może walka 3 na 3?-wtrąciła nieśmiało Shi schowana za Jun.
-Ja będę walczyć.-powiedział Ren.
-I ja-dodał Ryo.
-Co Ty na to?-zapytała Anna narzeczonego.
-No dobra czas wypróbować nowe zdolności. - wyszczerzył się Asakura.
-Strata czasu...-szepnęła Hinata.- Nie uważasz Hao?-patrzyła na chłopaka, który był obok, niej, wiedziała ze tam jest i przeteleportowała się obok.
-Trening dobrze im zrobi...-powiedział.
*Od teraz będę stosować emotki w opowiadaniu, bo tak mi się podoba!
14. Nocny atak
Wszyscy patrzyli na chłopców którzy stali ze spuszczonymi głowami.
-Yoh!-krzyknął uradowany Manta i podbiegł.
-Ren?-zapytała Shi. Chłopcy coś tam mamrotali od rzeczy. Nagle z nieba spadła wielka żelazna dziewica.
-Co do..?-zapytała Hinata. Mellody stała z różdżką w gotowości. Potem zeskoczyli wyrzutki.
-NA LITOŚĆ ŁUSEK SMOKA ODWALCIE SIĘ OD NAS!-zapłakała Shi. Ten oczywiście zaczął chrzanić coś o świetle.
-Zamknij mordę!-wrzasnęła znudzona Hinata.
-Majkel próbne uderzenie!-krzyknął Marco. Zaatakowano, chłopcy to odbili, wszystko się dobrze skończyło, no i Anna zarządziła spanie...
Noc była ciepła i pełna gwiazd wszyscy spali spokojnie, wszyscy poza Mellody. Nie mogła się uspokoić po tym jak zobaczyła Marko atakującego Rena i resztę, jej serce wtedy stanęło, czuła ze najchętniej by poszła i zabiła blondyna, bez wahania, bez strachu... No chłopcy stali się silniejsi... Cieszyła się to oczywiste, ale czuła coś niewyjaśnionego. Wstała ze śpiwora i postanowiła się chwilkę przejść. Pochodziła sobie chwilę i wyszła z kanionu. Szła spokojnie, nie odeszła daleko, usiadła na piasku i patrzyła w niebo. Usłyszała coś, dziwne, nie ma tu zwierząt więc powinno być cicho... wyjęła różdżkę.
-Avada Cadavra!-usłyszała.
-Protego.-krzyknęła. Odwróciła się w stronę napastnika. Stał tam przystojny chłopak o brązowych oczach i czarnych włosach.- Inkancerus!-z różdżki wystrzeliły liny i związały chłopaka.
-Krucjo!-krzyknęła jakaś osobą. Shi jednak nie była głupia, wcześniej zrobił jedność ducha z Neko, a ta była zwinna. Szybko odskoczyła, a zaklęcie uderzyło w chłopaka. Wrzasnął z bólu. Mellody znowu użyła zaklęcia wiążącego i związała dziewczynę. Nie znała ich, ale dziewczyna była blondynka o niebieskich oczach. Westchnęła i wezwała innych aurorów, a tamci zabrali ich ze sobą.
-Dobrze zrobiłaś...-powiedziała nieznana jej aurorka. - To jest Saku Matoki i Karol Kolwoki, to Ci z listy, wykreśl ich.-powiedziała i chciała odejść.
-Chwila...-powiedziała Shi- Wyznawcami Voldemorta są jeszcze inni, nie tylko uciekinierzy z Hogwartu...
-Jak to?-zapytała.
-Widziałam..(wtedy kiedy po raz pierwszy spotkała Hoa).
-To źle... Musimy się dowiedzieć kto...-powiedziała zrezygnowana.- Do widzenia..-dodała i teleportowała się. Shi westchnęła i wróciła do obozu.
Następnego dnia ruszyli na przód, Shi ciągle myślała o ataku czarodziejów, Martwiła się że to powtórzy się, a ona nie zdoła ich ochronić....
-Yoh!-krzyknął uradowany Manta i podbiegł.
-Ren?-zapytała Shi. Chłopcy coś tam mamrotali od rzeczy. Nagle z nieba spadła wielka żelazna dziewica.
-Co do..?-zapytała Hinata. Mellody stała z różdżką w gotowości. Potem zeskoczyli wyrzutki.
-NA LITOŚĆ ŁUSEK SMOKA ODWALCIE SIĘ OD NAS!-zapłakała Shi. Ten oczywiście zaczął chrzanić coś o świetle.
-Zamknij mordę!-wrzasnęła znudzona Hinata.
-Majkel próbne uderzenie!-krzyknął Marco. Zaatakowano, chłopcy to odbili, wszystko się dobrze skończyło, no i Anna zarządziła spanie...
Noc była ciepła i pełna gwiazd wszyscy spali spokojnie, wszyscy poza Mellody. Nie mogła się uspokoić po tym jak zobaczyła Marko atakującego Rena i resztę, jej serce wtedy stanęło, czuła ze najchętniej by poszła i zabiła blondyna, bez wahania, bez strachu... No chłopcy stali się silniejsi... Cieszyła się to oczywiste, ale czuła coś niewyjaśnionego. Wstała ze śpiwora i postanowiła się chwilkę przejść. Pochodziła sobie chwilę i wyszła z kanionu. Szła spokojnie, nie odeszła daleko, usiadła na piasku i patrzyła w niebo. Usłyszała coś, dziwne, nie ma tu zwierząt więc powinno być cicho... wyjęła różdżkę.
-Avada Cadavra!-usłyszała.
-Protego.-krzyknęła. Odwróciła się w stronę napastnika. Stał tam przystojny chłopak o brązowych oczach i czarnych włosach.- Inkancerus!-z różdżki wystrzeliły liny i związały chłopaka.
-Krucjo!-krzyknęła jakaś osobą. Shi jednak nie była głupia, wcześniej zrobił jedność ducha z Neko, a ta była zwinna. Szybko odskoczyła, a zaklęcie uderzyło w chłopaka. Wrzasnął z bólu. Mellody znowu użyła zaklęcia wiążącego i związała dziewczynę. Nie znała ich, ale dziewczyna była blondynka o niebieskich oczach. Westchnęła i wezwała innych aurorów, a tamci zabrali ich ze sobą.
-Dobrze zrobiłaś...-powiedziała nieznana jej aurorka. - To jest Saku Matoki i Karol Kolwoki, to Ci z listy, wykreśl ich.-powiedziała i chciała odejść.
-Chwila...-powiedziała Shi- Wyznawcami Voldemorta są jeszcze inni, nie tylko uciekinierzy z Hogwartu...
-Jak to?-zapytała.
-Widziałam..(wtedy kiedy po raz pierwszy spotkała Hoa).
-To źle... Musimy się dowiedzieć kto...-powiedziała zrezygnowana.- Do widzenia..-dodała i teleportowała się. Shi westchnęła i wróciła do obozu.
Następnego dnia ruszyli na przód, Shi ciągle myślała o ataku czarodziejów, Martwiła się że to powtórzy się, a ona nie zdoła ich ochronić....
Subskrybuj:
Posty (Atom)
:origin()/pre07/032c/th/pre/i/2015/170/b/d/lyserg_diethel_19_by_lyserg1705-d8xynwv.jpg)

